Strony

06 października 2017

Plaże na Mauritiusie.






Jakie są plaże Mauritiusa?
Rajskie.
Są naprawdę wspaniałe. Długie i piaszczyste, a w połączeniu z palmami i kolorem wody... Coż, myślę, że tak można wyobrażać sobie raj.





Wyjątkowo przypadł nam też do gustu wąski pasek lasu tuż przy plaży. Dzięki niemu, nie musimy palić się całymi dniami na otwartym słońcu, a w każdej chwili możemy ukryć się w cieniu drzewek, nadal podziwiać wodę i wsłuchiwać się w szum fal.
Niestety, plaże te są również pełne brudu naniesionego z morza...
Jeśli jednak pojedziecie do resortu, to zapewne, nie będzie Wam dane tego uświadczyć i Wasza plaża będzie czysta i zadbana.
Nie zobaczycie jednak tego, co nam się udało zobaczyć - jak cudownie na plażach bawią się miejscowi.







Plaże, szczególnie w weekendy, wypełnia muzyka, wypełniają całe klany, całe rodziny - od najmłodszych do najstarszych. Właściwie to nie do końca jesteśmy pewni, czy to rodziny, czy może po prostu sąsiedzi z pobliskich wiosek. W każdym razie autobusy ludzi, docierających na plaże wspólnie i tam spędzających swój wolny czas. Oni wszyscy wspólnie grillują, wspólnie tańczą. Dzieciaki grają w piłkę i wygłupiają się. Powiem Wam szczerze, że byłam tym widokiem zachwycona. I mimo upływającego czasu nie chciałam z tej fantastycznej plaży odchodzić. Mogłabym tam siedzieć i patrzeć na tych ludzi godzinami.




Kiedy podróżujemy gdzieś "nad morze", zawsze dziwimy się, jak mało mieszkańców wysp korzysta z plaż. Może wynika to z tego, że większość jest wykupiona pod hotele? Nie wiem, ale na Mauritiusie było zupełnie inaczej. I to było cudowne.



02 października 2017

Chiny. Świątynia w Suzhou.



Zostałam zmobilizowana do wspomnień.





Na co dzień zapominamy, że byliśmy w Chinach.
Sentyment pojawia się dopiero przy rozmowach z rodziną, ze znajomymi, z którymi rzadko się spotykamy. Wtedy zawsze padają pytania o Chiny. I po takiej rozmowie zawsze mam przez kilka dni to moje Suzhou w głowie.
Dziś wspominam świątynię w centrum starego miasta.
Xiyuan.










08 września 2017

Nie takie straszne Zakopane.







Bardzo dawno nie byłam w Tatrach. Właściwie ostatnio, to chyba jako nastolatka... A może i nawet wcześniej. Krupówki skutecznie odstraszały mnie swoimi światełkami, straganami, barami, szyldami i ogólnym brakiem stylu. Poza tym przerażał mnie tłum turystów, na który miałabym tam natrafić.
Inną sprawą są Alpy, które tak często odwiedzamy. I które są tak piękne. Gdzie tam Tatry do Alp - myślałam sobie, jednak nie mogłam wyrzucić z głowy podróży w nasze polskie góry. Dlatego, w końcu postanowiłam się tam wybrać. Znalazłam cudowny hotel tuż przy samych Krupówkach i rozpoczęłam swoją obserwację. Oczywiście z negatywnym nastawieniem...





Krupówki jednak nie okazały się tak straszne, jak sobie wyobrażałam, widok z Gubałówki był fantastyczny, no i można było znaleźć naprawdę fajne i pyszne jedzenie, nie wspominając o ukrytych, lokalnych barach, pochowanych w zakamarkach Krupówek, do których przeciętny turysta nigdy nie trafi. Ludzi było sporo, ale nie tak dużo, jak się spodziewałam.




Jednego dnia wybrałam się na spacer Doliną Kościeliską. Muszę przyznać, że widoki są niesamowite. Niestety ludzi jest tam cała masa. Właściwie spacer wydaje się być pielgrzymką, a byłam tam przecież we wrześniu. No ale, w takiej dolinie chodzi o to, by patrzeć w górę. No to patrzyłam. I wróciłam zachwycona. I polecam wyprawę. Może raczej poza sezonem, ale Tatry są wspaniałe, no i nawet samo Zakopane nie jest takie złe...








LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...