Strony

28 listopada 2015

Holenderski dzień. Maastricht.




Podczas pobytu w Kolonii, postanowiliśmy wybrać się również do Holandii.
Odległość właściwie żadna, a Holandia przez mojego M ukochana.
Pojechaliśmy więc do Maastricht.





 


O tym najstarszym holenderskim miasteczku można wiele przeczytać. Przede wszystkim, to właśnie tam narodziła się Unia Europejska, oraz jej waluta. Tam mają miejsce popularne targi sztuki i antyków, Maastricht jest również ogromnym ośrodkiem akademickim. Tam też odbywają się m.in. wspaniały karnawał oraz festiwal jazzowy.
Spacerować można wzdłuż murów miasta, włóczyć się po uroczym rynku, zajadać frytkami (obowiązkowo!). W mieście nie brakuje także wspaniałych kościołów i bazylik.








Dzisiaj Maastricht to głównie restauracje, bary, kawiarnie i styl życia. To położone między Belgią a Niemcami holenderskie miasteczko, to niesamowicie wymieszany modowo i stylowo ośrodek, który niezwykle przypadł mi do gustu, i do którego chce się wracać.






Szkoda nam było wyjeżdżać.
Tym bardziej, że jesień w Maastricht była ciepła i niemal tak samo piękna, jak w Schwarzwaldzie...

22 listopada 2015

Schwarzwald. Dla tych, którzy kochają jesień.


Do Schwarzwaldu mamy całkiem blisko. Tylko trochę ponad godzinkę drogi. 
Jednak nie tak prosto było nam się tam dostać... 2015 rok i wizyta w Schwarzwaldzie jakoś nie szły ze sobą w parze. 
Planowaliśmy ten wyjazd chyba 4 razy. 2 razy odwoływałam rezerwację hotelu...
Ale, jako że uparta ze mnie bestia wiedziałam, że nie odpuszczę tej wycieczki w tym roku. 
W sumie jesień nie wydawała się głupim pomysłem. 
Wyobrażałam to sobie tak: kolory jesieni pod nogami, nad głową i w oddali. 
I to właśnie dostałam. 
Oblane pięknymi słonecznymi promieniami zabarwione na żółto i pomarańczowo drzewa. To był widok, jak z bajki. Zostaliśmy powitani piękną złotą jesienią. 
Którą lubię. 
Bardzo.

 

 




 

 

 



 





06 października 2015

Bali. Chcę wrócić!




 

Postów o Bali było już kilka...
klik, klik, klik, klik
I wspominałam już też, w tych poprzednich, że Bali to nasze azjatyckie naj.
I marzy nam się powrót.
Bardzo, bardzo.






A może tu, a może tam, a może na Bali?
Tak się kończą rozmowy, o najbliższych wakacjach.
No bo jak nie tęsknić za cudownym klimatem, jaki serwuje nam ta wysepka?
Jak nie tęsknić za tym niebem, kwiatami, jedzeniem,
przemiłymi ludźmi, cudownymi świątyniami...






Są takie momenty, że żałuję, że nie jesteśmy już w Chinach.
I to jest jeden z nich.
Wtedy na Bali mielibyśmy rzut beretem...
I moglibyśmy wracać tam i wracać...
A teraz?
Jak to się tam nawet dostać?
Przecież to koniec świata...





A jak jest u Was z podróżami?
Raczej nowe czy lubicie też wracać do odwiedzonych już wcześniej miejsc?
Mi jest trochę szkoda czasu na to, co widziałam, bo tyle jeszcze jest do zobaczenia.
A z drugiej strony...
Przecież tam było tak cudownie! 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...