Strony

04 kwietnia 2017

Wspomnień czar. Pierwszy dzień w Niemczech.

Pamiętam go bardzo dobrze. Był poranek, 28 kwietnia 2014 roku, kiedy to cała nasza czwórka i cała masa walizek wylądowała szczęśliwie na lotnisku w Monachium.
Lotem z Szanghaju.



Pamiętam, jaka byłam szczęśliwa i podekscytowana, stęskniona za naturą, no a najbardziej cieszyło mnie, że w końcu, po tylu latach, przywiozę moje psiaki do Europy. Dziewczynki zniosły długi lot dobrze, myślę, że o wiele lepiej ode mnie. Nie za bardzo chyba wiedziały, co się właściwie wydarzyło. I to było dla mnie najważniejsze. Po wylądowaniu i dokonaniu wszelkich formalności z trudem zapakowaliśmy się całą ekipą do niestety odrobinę zbyt ciasnego wypożyczonego auta i po 3. godzinach średnio wygodnej jazdy byliśmy już w naszym tymczasowym mieszkaniu w pobliżu Ravensburga.



To był bardzo miły i radosny dzień. Najprzyjemniej wspominam spacery. Piękne, niebieskie niebo, łąki, cisza, spokój. W powietrzu wiosna. Wszystko to, czego tak bardzo brakowało nam w Suzhou. Pierwsze spotkane przez dziewczynki kaczki, owce, konie. Zresztą, i my sami mieliśmy z tego radości, co nie miara. Po 4. latach w Chinach niemal zapomnieliśmy, jak wygląda nasza wieś. Wycieczka nad Jezioro Bodeńskie i podziwianie Alp.
Marzenie, o Europie, które się ziściło.


Oczywiście oszaleliśmy też na zakupach spożywczych. Pieczywo, nabiał, och! pakowaniu wózka nie było końca. Tak przyjemnie minął nam właściwie nie tylko pierwszy dzień, ale również cały tydzień, dodatkowo wzbogacony o wyjazd do Włoch klik.
A później zaczęła się codzienność. Poszukiwanie auta, poszukiwanie mieszkania, praca...
Ale dalej trwamy sobie w tym naszym niemieckim świecie, na wsi, pod lasem, w świecie, w którym ćwierkaniu ptaków i spacerom nie ma końca. I nadal z ogromnym uśmiechem witamy wiewiórki, kaczki i krowy podczas naszych codziennych spacerów...



Wpis ten powstał w ramach wiosennego projektu Klubu Polek

02 kwietnia 2017

Kwiatowe miasteczko Annecy, Francja.




Jednym z piękniejszych miasteczek we Francji jest Annecy, w pobliżu granicy ze Szwajcarią, nazywane francuską Wenecją. Pełne kanałów Annecy jest ponoć najpiękniejsze latem, kiedy wszystkie kwiaty w mieście kwitną. Miasteczko to należy do najbardziej rozkwieconych we Francji i mieszkańcy wraz z władzami wspólnie starają się, by miasto nie miało sobie równych. Aż 30 razy zdobyło ono najwyższą nagrodę w konkursie na najbardziej ukwiecone miasto kraju. Sami więc rozumiecie, że pobyt w marcu, w deszczowy dzień, nie do końca mnie usatysfakcjonował i powrót tam, tym razem w sezonie letnim, jest obowiązkowy. 







Muszę jednak przyznać, że nawet bez tysiąca kwiatów miejsce to mnie niezwykle zauroczyło. Jest otoczone wodą, kanałami, pełne maleńkich uliczek, pięknych kamienic, uroczych sklepików i kawiarenek. 





A kiedy już te widoki nam się znudzą i wyjdziemy ze starego miasta, możemy usiąść na ławce nad jeziorem Lac d'Annecy i w promieniach słońca (na szczęście po deszczu zawsze wychodzi słońce...) z zachwytem podziwiać roztaczający się przed naszymi oczami alpejski krajobraz...




Raj, nie miasto!

07 lutego 2017

Na wietnamskich talerzach...


Dziś zaserwuję Wam całą masę smakołyków. Jeżeli jesteście akurat głodni, polecam najpierw udać się do kuchni...








Tęskni mi się za azjatyckim jedzeniem i za całą Azją. Za klimatem, jaki serwuje nam ta część świata. Za uśmiechniętymi ludźmi, za targami pełnymi owoców i warzyw. Za małymi lokalnymi knajpkami, w których można zjeść takie cuda, o jakich się nie śniło. 








Kiedy pierwszy raz polecieliśmy do Azji, myślałam, że umrę na samą myśl o tym, że będę musiała stołować się w tych małych, przyulicznych, brudnych restauracyjkach. Jak nic, będę tylko chorować, myślałam. I wiele razy na początku walczyłam ze sobą, by gdzieś coś zamówić.
Wszystko się zmieniło.
W tej chwili uważam, że nie ma lepszych miejsc do poznawania smaków, jak te właśnie maleńkie, często rodzinne knajpki. Takie miejsca, w których po środku knajpy bawi się dziecko właścicieli, serwują zazwyczaj najlepsze dania, a właściciele chętnie zamieniają dwa słowa.






Street food, to przygoda, której nie należy sobie odmawiać, ale dobrze jest też nie zastanawiać się nad pochodzeniem owych smakołyków... w takich przypadkach przysłowie "im mniej wiesz, tym spokojniej śpisz" to dokładnie to, co mam na myśli...





Targi, które w azjatyckim upale zazwyczaj śmierdzą niemiłosiernie, a pomiędzy żywymi kurami, leżą ryby, a zaraz obok nich świeże owoce, warzywa i świeże kluski... Tam trzeba zajrzeć, kupić świeżą pitaję, w drugą garść złapać kokos i gasić nim swoje pragnienie.
Takich miejsc nie ma w Europie, bo u nas musi być ładnie, czysto i 'sanepidowo'. Zdrowiej wtedy, pewnie tak, ale jakże przewidywalnie ;)





Kuchnia azjatycka jest wyjątkowa i zwyczaje kulinarne tam są niezwykle ciekawe, wszystko smakuje, wszystko jest przyjemne, wszystko gra.

Jeśli tylko będziecie mieli ku temu okazję - wyłączcie na chwilę myślenie i korzystajcie!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...