Strony

28 czerwca 2010

Lecimy!


Kochani!
Mamy już wizę. Mamy zarezerwowany lot. Mamy spakowane ponad 100 kg bagażu. Dzisiaj przyjeżdża firma przeprowadzkowa, która ogarnie nasz dobytek, a my przenosimy się do hotelu. W środę nasze meble zaczynają długą, bo prawie dwumiesięczną podroż do Chin, a my mamy lot w czwartek.

Jestem taka zabiegana, że nawet nie zdaję sobie sprawy, że to JUŻ, że TAM i w ogóle O CO CHODZI!?
Ale cieszę się... :)

Do zobaczenia w Chinach!


I przypominam o moim prezencie dla Was. Wpisujcie się (klik),by mieć szansę, na wygranie!
Specjalnie zabieram go ze sobą do Chin! :)

21 czerwca 2010

Zerknij na chińską ulicę


Na chińskiej ulicy dzieje się wszystko. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem od czego zacząć :)
Są oczywiście sklepy, przed którymi każdy ma swój bałagan.
Są dzieci i staruszkowie.
Są stragany z jedzeniem, z napojami, pan naprawiający dętki i pani robiąca na drutach.




Są Chińczycy w tradycyjnych strojach zbierający z ulic papierki, których tu nie brakuje...
A to, co widzimy na skrzyżowaniach ulic przechodzi ludzkie, a już na pewno europejskie pojęcie. Są skutery, rowery i samochody. Każdy sobie...W każdą stronę... W każdej chwili... Nie patrząc na zmieniające się światło.... O tym zamieszaniu kiedy indziej. Dłużej.
Są też targowiska. Ze wszystkim. Rybami, kurczakami, krewetkami. Żywymi, martwymi - do wyboru. Potrawami gotowanymi i smażonymi. Można tam znaleźć krawca i szewca. Zdjęć brak, bo cofnęło mnie przy wejściu ze względu na "aromaty" unoszące się w powietrzu, spotęgowane upałem.
Są panowie "do wynajęcia". Wyposażeni w rowery i cały ekwipunek potrzebny do robót - jakichkolwiek, gdziekolwiek. Wolni strzelcy.


I policja. Pilnująca porządku przy każdym większym skrzyżowaniu. I mimo sygnalizacji kierująca ruchem w godzinach szczytu. Gdy się zmęczą, mogą odpocząć w budce.


Doświadczeń i obserwacji zapewne wkrótce mi przybędzie.

A ja przypominam o książce, którą dla Was mam. Zachęcam do wpisywania się. Tutaj.

14 czerwca 2010

Zagubiony w Chinach


Emma rozdaje prezenty!
Nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam dawać prezenty. Dlatego od dłuższego już czasu szukałam pretekstu, żeby coś dla Was przygotować. W końcu wymyśliłam! Będzie na powitanie. Na moim nowym blogu.



Aby mieć szansę na wygranie należy się jednak trochę pomęczyć i pozostawić komentarz, w którym chciałabym przeczytać, o podróży do jakiego zakątka Świata marzycie, miło byłoby również, gdybyście dołączyli do grona obserwatorów chociaż jednego z moich blogów (drugi tutaj).
Osoby nie posiadające blogów również zapraszam do udziału.

Ponieważ moje życie ostatnio kręci się wokół Chin, nie zdziwi Was zapewne fakt, że wygrać można książkę o tym właśnie kraju.
Mam cichutką nadzieję, że taki upominek Wam się spodoba.
W zależności, od ilości komentarzy przemyślę jeszcze kwestię nagrody niespodzianki dla drugiej wylosowanej osoby. 


Losowanie odbędzie się 23 lipca.
Dlaczego akurat wtedy? Bo to Dzień Włóczykija :)
Na wpisy czekam do 23.VII, do godziny 13.00

Zapraszam do zabawy!

11 czerwca 2010

Chińszczyzna po raz pierwszy


Nigdy nie przepadałam za "europejską" chińską kuchnią.
Jakże wszystko zmieniło się podczas pobytu w Chinach! Odkryłam, że jest na prawdę smaczna, że zachwyt nad nią jest uzasadniony. A już najbardziej zachwycił mnie smak ryżu. Dziwne, prawda? Kto by pomyślał, że tam, ryż może smakować całkiem inaczej. Jeszcze nie wiem, w czym tkwi ta różnica. Może w przygotowaniu? W każdym razie, zajadałam się nawet takim bez dodatków, i już nie mogę się doczekać ponownej możliwości skosztowania go!
Wiecie, że Chińczycy w swoich domach, w kuchennych szufladach mają specjalne wielkie pojemniki do przechowywania ryżu? Naciska się guziczek i odpowiednia ilość ryżu dozuje się do specjalnego mniejszego pojemniczka. No cóż, nie dziwi, gdy dowiadujemy się, że jedzą go na śniadanie, obiad i kolację... :)


W chińskich knajpach, nie zaznamy widelca, co jest niewątpliwie niemałym problemem. Jednak, gdy człowiek głodny poradzi sobie zawsze ;) przykładem jest Niedźwiedź który spisał się na medal, kiedy to dostał małe krewetki, przygotowywane na maśle i nie miał innego wyjścia jak "walczyć" pałeczkami o zjedzenie czegokolwiek...


Zupa jedzona pałeczkami? Oczywiście! W Chinach spodziewać można się wszystkiego. Wyjadają makaron mając miseczkę przy samej twarzy, właściwie pałeczkami wpychając sobie do ust zawartość miski. Niewyobrażalne, a jednak możliwe.



Jeszcze jednym zaskoczeniem z jakim spotkaliśmy się w restauracji, to to, że dostaje się herbatę w dowolnej ilości i jeśli tylko opróżni się czarkę, kelnerka od razu podbiega i napełnia ją ponownie. 
W restauracjach dostajemy również (jak widać na powyższym zdjęciu) wilgotny ręcznik, który służy nam do wytarcia rąk. Oshibori. Jeśli spotkacie się z czymś takim będziecie już wiedzieć, do czego służy, bo my na początku mieliśmy z tym kłopot...

01 czerwca 2010

Chińczycy i ich angielski



Największym problemem, z jakim trzeba zmierzyć się podróżując po Chinach jest niewątpliwie język.
Chińczycy ne znaju angielskiego, nawet najprostszego, a jeśli już, to jest to tzw. chinglish. Oznacza to, że pewnie i tak się nie dogadasz...
Nawet w hotelu, w którym byli właściwie sami obcokrajowcy, trudno było dogadać się z obsługą w języku angielskim.


Póki co ichniejszy język to czarna magia. Umiem rozpoznać znaczki oznaczające 1,2 i 3, bo są to kolejno trzy poziome kreseczki :)
Nad resztą jeszcze się nawet nie zastanawiam.
Kurs językowy obowiązkowy.



Tymczasem, porozumiewanie się w sklepie, czy w ogóle gdziekolwiek, to jeden wielki ubaw. A najlepsze jest to, że kiedy rozkładamy ręce próbując na migi wytłumaczyć pani, że nie rozumiemy, pani wpada na genialny pomysł napisania nam na kartce potrzebnego słowa, oczywiście w swoim języku i pokazuje nam nań długopisem o co jej chodzi... co zdarzyło nam się dwa razy i rozłożyło nas całkowicie na łopatki.


A kiedy zadajemy pytanie, rozmówca z uśmiechem na twarzy odpowiada "OK, OK"
- "która godzina?"
- "ok, ok"

Czyż ten naród nie jest cudowny? w końcu śmiech to zdrowie! :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...