Strony

25 października 2010

W Ikei.


Ikea - ulubiona przez wszystkich, no dobrze może nie przez wszystkich, ale zapewne przez większość, a już na pewno przeze mnie. Ruszyliśmy więc na podbój chińskiej Ikei. Cel był jeden - zakupy, dlatego nie zabierałam ze sobą aparatu. Żeby się z nim nie męczyć i mieć wolne ręce :) Dlatego dziś post bez zdjęć. A szkoda, choć postaram się to może kiedyś zobrazować. Bo warto, oczywiście zobaczyć to na własne oczy.
Wyobraźcie sobie dom, pełen pokoi, sypialni z łóżkami, jadalni ze stołami, gabinetami pełnymi biurek...
Wyobraźcie sobie, że jest on pełen gości, którzy oblegają wszystkie wolne miejsca, siedząc, leżąc, stojąc... Tak właśnie wygląda przepełniona ludźmi Ikea w Chinach.
Miałam wrażenie, że Chińczycy wyruszają do Ikei zwiedzać ją. Zabierają ze sobą całe rodziny, dzieci, rodziców, dziadków, rodzeństwo. Większość, w przeciwieństwie do mnie, ma ze sobą wielkie lustrzanki. Robią sobie zdjęcia w pięknie urządzonej kuchni, pokoju, łazience. Urządzają sobie pogaduchy rodzinne przy ikeowskich stołach. Oblegają sofy. Śpią (!) na łóżkach. Rozmawiają przez telefony. Słuchają muzyki. Wyobrażacie sobie to? Ja nie mogłam, póki sama nie zobaczyłam. Ale to jest prawda!
Restauracja w Ikei pełna jest gości, którzy jedzą zachodnie jedzenie pałeczkami. I zachowują się jak w chińskiej restauracji, jedząc głośno i długo.
Pchają się wózkami, nie patrzą, że właśnie Cię rozjechali... Zaglądają do Twojego wózka i oglądają rzeczy, które w nim masz... Zatrzymują się na środku drogi, by pobawić się telefonem...
Miałam wrażenie, że w chińskiej Ikei wcale nie rozchodzi się o zakupy, tylko o co? 
Cóż... Wyprawa do Ikei w Chinach nie należy do najwspanialszych doświadczeń życiowych. Jednak warto to przeżyć, bo dzięki temu, już nigdzie tłum ludzi w Ikei nas nie zaskoczy. Zachęcam, jeśli zwiedzacie Chiny odwiedźcie Ikeę, koniecznie w weekend! :)

15 października 2010

Ulice pełne jedzenia




Jeśli wybierzecie się kiedyś na spacer chińskimi ulicami, gwarantuję Wam, że nie będziecie głodni (no chyba, że nie jecie mięsa, wtedy może pojawić się większy problem). Właściwie na  każdym kroku znajdziecie ciepłe jedzenie. Kosztujące grosze. Inną sprawą jest, czego oni do przyrządzania tego jedzenia używają, skoro jest takie tanie... Polecam nie zastanawiać się nad tym :) Chińczycy jedzą, i mają się dobrze. Z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, jedzenie na ulicy jest mimo wszystko całkiem bezpieczne. Ja tam nie wiem... ale może za bardzo jestem przyzwyczajona do europejskich standardów. Choć Niedźwiedź jadł, jakiś czas temu, i żyje!






Uliczny bar może wyglądać najpaskudniej na świecie (zazwyczaj właśnie tak wygląda...), ale jeśli okupuje je grupa Chińczyków, jedzenie jest dobre i można 'spokojnie' próbować.
Jak pewnie zauważyliście, jedzenie najczęściej nadziane jest na patyki, tak by jedząc nie ubrudzić sobie rąk, bądź też nie jeść brudnymi. Tak więc z patykami na ulicy spotkacie każdego, i dzieci, i dorosłych, i biednych, i bogatych, a najbardziej podobają mi się kobiety w strojnych sukniach i szpilkach jedzące mięso z patyczka (swoją drogą chyba muszę zrobić taką kolekcję jedzących).





Cóż, w końcu do odważnych świat należy, prawda? :)

13 października 2010

Polska!




Polski pawilon na Expo, naszym zdaniem prezentował się naprawdę dobrze na tle pozostałych. Inspiracją do budynku była wycinanka łowicka. Robiło to niesamowite wrażenie. Pięknie! Nie dziwi więc kolejka ludzi próbujących dostać się do środka. Co napawa dumą, bo jak już wspomniałam kolejek do pawilonów raczej nie było, a jak już była to trzeba się cieszyć, że padło m.in. na nasz pawilon. A my w kolejce nie staliśmy, bo jako obywatele Polski dostaliśmy się wejściem dla "Vip-ów" :)



W środku polskiego pawilonu oprócz zdjęć polskich miast (możecie przeczytać nazwy miast po chińsku ;)), historii kraju, kina, w którym wyświetlana była animacja Tomka Bagińskiego i video z Polakami witającymi gości w języku chińskim, można było znaleźć restaurację, gdzie pogadaliśmy sobie trochę po polsku, najedliśmy się pierogami i bigosem oraz napiliśmy się piwa innego niż chińskie Tsingtao. Był tam także sklep z pięknymi polskimi bursztynami.



09 października 2010

Expo





Opornie nam szło wybranie się na Expo, które rozpoczęło się w maju i właśnie dobiega końca. A przecież do Szanghaju mamy jedynie 115 km. Jednak nasłuchaliśmy się opowieści znajomych o tłumach Chińczyków i ogromnych kolejkach. Wiedzieliśmy jednak, że po prostu nie wypada tam nie zajrzeć, jeśli jest się tak blisko. Przygotowani do boju i nastawieni na wejście jedynie do polskiego pawilonu (z paszportem danego kraju wchodzi się bez kolejki) pojechaliśmy na Expo.





I co? Chcę jeszcze raz :) Nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale pobiliśmy chyba rekord odwiedzając ok. 40 pawilonów w ciągu kilku godzin. Nasi znajomi wchodzili do czterech, a resztę dnia spędzali stojąc w kolejkach. Nam się udało, bo ludzi było jedyne 230 000, kolejek trochę, ale zatłoczone pawilony po prostu omijaliśmy, by nie tracić czasu. 




Jakie mam odczucia? Bolą mnie nogi, to przede wszystkim. Expo w Szanghaju jest największe w historii i znajduje się na powierzchni ponad 5,8 km², na terenach dawnej dzielnicy stoczniowej, z której przesiedlono 18 000 rodzin i 270 fabryk. Na tej powierzchni do odwiedzenia jest 191 pawilonów. Ogrom Expo właściwie nie mieści się w głowie.
 



Na szczęście są małe autka, które wożą zmęczonych zwiedzających. Jak na Chińczyków przystało można też odpocząć na ławce ;)



Czy polecam? Na pewno warto tam być. Ale w wielu pawilonach po prostu nie ma nic wartego zobaczenia. Ale już wiemy, gdzie chcemy jechać na wakacje :)



cdn...

08 października 2010

High speed train


Chińskie pociągi.



Zdaję sobie sprawę, że to, co tu dziś napiszę nie jest zjawiskiem ogólnym w Chinach. Oprócz szybkich pociągów są tutaj też takie, gdzie można przejechać się z kurami... Ale dziś o tych pierwszych :) Region, w którym mieszkamy jest bogaty. Zapewne do wyglądu pociągów i organizacji dworców przyczyniło się też Expo. Mimo to, my, w Polsce jesteśmy bardzo daleko za Chinami. Bo tutaj takie miejsca, jak te, które zaraz Wam pokażę istnieją, a w Polsce są ciągle bardzo odległym marzeniem...
Jechaliśmy szybkim pociągiem w pierwszej klasie. Wiem, że klasa druga zbyt wiele się od pierwszej nie różni. Kwestia czy chcemy spędzić podróż z tłumem głośnych Chińczyków... My nie chcieliśmy.

Na początek. Dworce w Suzhou i Szanghaju, które widziałam, wyglądają, jak lotnisko. Dla bezpieczeństwa, zanim wejdziemy na ich teren, nasze torby prześwietlane są w rentgenie. Dokładnie wiemy, kiedy i skąd nasz pociąg będzie odjeżdżał, ustawiamy się więc przy odpowiedniej bramce, gdzie na ok. 10 minut przed przyjazdem pociągu maszyny zostają aktywowane, wkładamy bilet na ten oto konkretny pociąg i oto jesteśmy na peronie. Nie ma zbędnych osób. Są tylko podróżni czekający na swój pociąg. Ileż to mniej bałaganu i zamieszania!




Na każdym bilecie mamy numer wagonu, w który musimy wsiąść. Na chodniku natomiast są numery, przy których pociąg idealnie się zatrzyma. Nie ma biegania, szukania, wsiadania w biegu. Każdy ustawia się przy swoim wagonie. Drzwi otwierają się tuż przy naszych stopach.


Dostajemy się do środka. Pierwsza klasa wygląda fantastycznie, widzę, że druga podobnie tylko większy ścisk. My siadamy w wielkich, rozkładanych fotelach. Mając przed sobą wielką przestrzeń na nogi. Przy fotelach znajdujemy gazetę, rozkładany stolik, rozkładaną podpórkę na nogi, a pod siedzeniem... kontakt, gdzie naładujemy np. rozładowana komórkę.



Nie muszę chyba dodawać, że pociąg rusza o czasie. Co do minuty.
Odległość 115 km przejechaliśmy w 20 kilka minut. Z prędkością...


:)
Więcej czasu spędziliśmy później poruszając się metrem po Szanghaju...

Cały czas zastanawialiśmy się tylko, dlaczego w Polsce się tak nie da... Dlaczego nic nie może być prostsze. Co prawda z naszym PKP jeździłam parę lat temu, ale myślę, że nie jest lepiej niż było? Jakie teraz są ceny biletów? Ja za komfort tej podróży zapłaciłam 65 juanów, co daje jakieś 30 zł.

Ach, z ciekawostek jeszcze. Co zrobić, żeby podróżujący mogli podziwiać zmieniające się krajobrazy przez czyste okna pociągu? Zlecić służbom porządkowym przemycie ich wodą z płynem w czasie postoju pociągu.
Bo jak się chce, to wszytko można.



*pociąg, którym jechaliśmy nie jest najszybszy w Chinach, najszybsza jest kolej magnetyczna maglev, która jeździ z Szanghaju na lotnisko Pudong, pokonując trasę 30 km w 7 minut, rozwijając maksymalną prędkość 431 km/h

06 października 2010

Napraw ciąg dalszy


Właściwie to nie wiem od czego zacząć :)

Poznajecie tego pana?


Wpadł dziś na drzemkę...

A tak poważnie, po ostatniej wizycie panów elektryków światło owszem, działało, przez jakieś 2 kolejne dni. Po czym padło. Bo tak. Przez telefon usłyszeliśmy, że tym razem, w przyszłym tygodniu (dziś) przyjdą do nas do domu PROFESJONALNI ELEKTRYCY. Przyszli. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy Profesjonalnymi Elektrykami okazali się ci sami co ostatnio, co poprzednio, do których ja już po prostu nie mam siły... panowie elektrycy...
Na szczęście dziś, w katorgach wspierał mnie Niedźwiedź, a właściwie przejął kontrolę nad śpiącym panem i jego kolegą. Ja tylko "przyłapałam" pana na spaniu, [z nogami na moim obrusie!!!] A później zamknęłam się w sypialni i nie wystawiałam nosa czekając, aż moi ulubieńcy zrobią co mają zrobić i pójdą. Dowiedziałam się też przed chwilą, że wiele mnie jednak ominęło! Pan elektryk kibicował Niedźwiedziowym rozgrywkom footbolowym na Nintendo. Zapytał ładnie czy może usiąść na kanapie i wydawał się siebie okrzyki godne prawdziwego kibica. Pewnie dlatego Niedźwiedzia polska reprezentacja jest teraz najlepszą z drużyn. Szkoda tylko, że wirtualnie...
W każdym razie światło działa. Ulubieńcy poszli. Oby nie wrócili. Choć mają, bo w łazience u nas też coś nie halo. Ach... te Chiny :)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...