Strony

09 września 2011

Trochę bardziej prywatnie



Dziś będzie dużo gadania i, jak to się mówi, prywaty :)
Dlaczego?
Ano dlatego, że pewnego dnia, pewna osóbka, zadała mi pewne bardzo skomplikowane pytanie... 'co zmieniło się u mnie/we mnie, po roku mieszkania w Chinach?'
Kejti, muszę przyznać, że pytanie Twoje nie dawało mi spokoju. Odpowiedzi na nie szukam każdego dnia w swojej głowie.
Myślę, że odpowiedzi na to pytanie mogłyby udzielić osoby, które dawno mnie nie widziały. Samej o sobie mówić trudno, zauważam jednak parę rzeczy i postaram się coś o nich napisać :)

Przede wszystkim straciłam cierpliwość (choć mój mąż mówi, że nigdy jej nie miałam...). To, jak Chińczycy olewają wszystko, jak nigdy nie można się o nic doprosić, to, że trzeba dzwonić do nich milion razy, by coś załatwić. To, że nie starają się myśleć, zastanawiać, rozwiązać problemu, to doprowadza mnie do białej gorączki! Zawsze byłam nerwowa, ale tutaj to przechodzi ludzkie pojęcie. I myślałam, że może dzięki temu moja cierpliwość się poprawi, ale ja po prostu jestem na wykończeniu nerwowym :)

Przekonałam się, oboje się przekonaliśmy, że kochamy Europę. Doceniłam swoje małe miasteczka, w których mieszkaliśmy wcześniej. Doceniłam jedzenie. Doceniłam naturę i pogodę w Europie. Szczególnie lato. Wiem, że tutaj jestem tymczasowo, ale brakuje mi naszego swojskiego i miniaturowego życia europejskiego. Kiedy poprzedniej zimy wróciliśmy do naszego rodzinnego miasta, nie mogliśmy uwierzyć, jakie wszystko jest małe. Malutkie domki, bloki, sklepiki. W porównaniu do Chin, wyglądało to jak budowle z klocków. Niemal płaczę, kiedy oglądam zdjęcia niebieskiego nieba, białych chmurek, zielonych drzew, czystej wody. Pobyt tutaj na pewno pozwolił mi docenić, jakimi szczęściarzami jesteśmy móc mieszkać w Europie.
Wiem, że wielkie miasta męczą mnie i drażnią. Wieżowce, szerokie drogi, masa aut i tłumy ludzi są tutaj na porządku dziennym. Nie ma gdzie się schować. Tak bardzo tutaj tego brakuje. Dlatego rękami i nogami zapieram się przed zwiedzaniem Hong Kongu, bo mam wrażenie, że tam nic innego prócz wysokich bloków, no ale skoro już tutaj jestem powinnam mimo wszystko zobaczyć to na własne oczy... :)

Dzięki pobytowi w Chinach przekonałam się, że język chiński, skomplikowany owszem, nie jest aż tak skomplikowany, jak mi się wydawało. Jestem w stanie porozumieć się w sklepie i taksówce, umiem napisać kilka znaczków. Mówię, że nauka żadnego języka nie cieszy tak, jak to, że mogę powiedzieć jedno zdanie po chińsku i być zrozumianą. Fantastyczne uczucie.
Jeśli już jesteśmy przy językach, to ogromnym plusem mojego pobytu tutaj jest rozwój mojego angielskiego. Pękam z dumy, jak bardzo wyszłam do przodu z moimi zdolnościami i z jaką łatwością w tej chwili przychodzi  mi porozumiewanie się po angielsku. To niewątpliwie jeden z największych plusów pobytu w Chinach.

Pobyt tutaj i ilość ludzi, z którymi mam okazję spotykać się niemal każdego dnia przyczyniły się również do tego, że stałam się bardziej otwarta, bardziej gadatliwa i przestałam 'bać się' obcych. A moją bratnią duszę mogę znaleźć po jednym dniu spędzonym razem.

W chińskich knajpach przestałam tłumaczyć, że jestem wegetarianką. Bo nikt i tak nie wie o czym ja mówię. Przestałam też szukać miło wyglądających restauracji. Na początku pobytu tutaj nie odważyłabym się wejść do niektórych knajp, które w tej chwili są moimi ulubionymi. I jeśli już o restauracjach mowa, to nauczyłam się jeść pałeczkami i teraz, nawet jeśli gotuję chińszczyznę u siebie, do jej jedzenia używam pałeczek, bo jedzenie chińskiego dania widelcem nie smakuje tak samo (oczekiwani goście, trenujcie!).
Uliczne jedzenie? Nic nie jest mi straszne! A po imprezie nie ma nic lepszego niż przyuliczny grill za przysłowiowy grosz.

Chiny również utwierdziły mnie w przekonaniu, że podróbkom mówię NIE. Śmiać mi się chce, kiedy na każdym kroku na ulicy widzę ludzi wystrojonych w torby Gucci'ego, zegarki Chanel, stroje Versace. 

Przestałam również bać się szalonej chińskiej ulicy, gdzie auta jeżdżą we wszystkie strony, nikt nie zwraca uwagi na kolor świateł, a piesi przechodzą przez środek skrzyżowania.
Stałam się już niemal Chińczykiem, kiedy w tej dziczy zamiast oglądać się, czy nic mnie nie rozjedzie piszę smsa :)

Nie obrzydza mnie dziecko robiące siku na środku chodnika, bądź  na środku supermarketu. Jedyne z czym nadal nie mogę sobie poradzić i co napawa mnie obrzydzeniem to plujący panowie. Nie będę zdradzać Wam szczegółów.

A na koniec z radością przyznam się Wam, że mimo iż możemy mieć sprzątaczkę (każdy tutaj takową posiada) właśnie się ze swoją rozstałam, bo ku zdziwieniu wszystkich wokół wolę sprzątać sama i bardzo za tym tęskniłam :) to dowód na to, że w całym tym szalonym chińskim świecie jeszcze nie upadłam na głowę ;)

A przecież jesteśmy w Chinach, tutaj wszystko jest możliwe...

17 komentarzy:

  1. "Prywata" bardzo ciekawa:) Lubie czytac o takich spostrzezeniach i zmianach.
    A o sprzataczkach to wiesz co ja mysle;)
    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie tak odkryć tyle zdolności:)W ogóle ciekawe doświadczenie, ale ja bym chyba przepadła tam kompletnie:D Z nerwów w stosunku do elektryków chyba zamknęliby mnie w psychiatryku:D Śmiesznie się to czyta u Ciebie (za co dziękuję!), ale jestem pełna podziwu dla Ciebie!

    Trzymaj się dzielnie! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Arcyciekawy post. Emmo, chciałabym móc kiedyś spotkać się z tobą naprawdę, napić się kawy, pogadać o życiu :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam wszystko z wielkim zainteresowaniem i muszę przyznać, ze chciałabym przeżyć taką przygodę życiową, pomieszkać w Chinach ;)
    Piękne zdjecie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie, nie upadłaś na głowę:) Buziak, Emmo:)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj a myślałam że tylko mnie się "przestawia" w głowie od siedzenia za granicą, może nie w tak egzotycznym kraju jak Chiny no ale zawsze :) oby tylko "przestawiało" się na dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jak ładnie napisałaś:-)). Lubie takie osobiste teksty wśród zdjęć i informacji o miejscach. Dopełniają Twoje info i tworzy się harmonijna całość!

    OdpowiedzUsuń
  8. ostatnio zastanawiałam się czy odpowiesz na moje pytanie... dzięki, któremu w sumie dostałam tą sympatyczną przesyłkę :) (pochwaliłam się nią na blogu ;))

    Musze przyznać, że świat bywa naprawdę bardzo różny. Wydaje nam się, że wszędzie jest podobnie, podobne przyzwyczajenia, w końcu ludź to ludź ;) jednak tak bardzo niektóre kraje są odmienne.
    Niektóre rzeczy, o których dzisiaj napisałaś bardzo mnie dziwią i nie mogę sobie tego nawet wyobrazić (sikające dzieci w supermarkecie, fuj!). A nerwowo pewnie i ja bym się wykończyła, bo cierpliwości u mnie również brak ;) Jednak co poznałaś, widziałaś, spotkałaś to Twoje. Nikt Ci tego już nie obierze i na pewno w jakiś sposób miało to wpływ na Twoja osobę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Emmo, zazdroszczę, bo czasami mam wrażenie, że od jakiegoś czasu stoje w miejscu, a u Ciebie tyle zmian tylko w jeden rok !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę pobytu, ale rozumiem że na emigracji może być ciężko i tęskno. Korzystaj póki możesz :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko, powoli zaczynam myśleć, tak jak i Ty ZNOWU! :)

    piegowata, dziwię się, że ja jeszcze w psychiatryku nie wylądowałam... :) dałabyś radę z tym życiem tutaj, tylko nie byłoby tak prosto jak gdzieś u nas - niestety

    cammie, dziękuję, no i może kiedyś nam się uda? :)

    Betsy, szybko by Ci się znudziło ;)) :P

    ewelajna, kurcze bo ja to już sama nie wiem w końcu... :)

    kpkacha, ciekawam mojego przylotu do Polski po roku nieobecności, wtedy to dopiero zobaczę jak mi się 'poprzestawiało'

    el, dużo obaw przed tym postem miałam, tym bardziej cieszę się, że się podoba!

    kejti, oczywiście, kształtuje nas wszystko dookoła, bardzo się cieszę, że mogę tego pobytu tutaj doświadczyć, doceniać, dostrzegać różne rzeczy, ale to takie cholernie trudne, że nigdy bym się nie spodziewała, tak jak mówisz, też myślałam, że ludź to ludź, a tu proszę, cóż za niespodzianka... ;)

    etrala, jakby co to chętnie podzielę się moimi doświadczeniami, bo ja mam wrażenie, że to wszystko to za dużo, jak na jeden rok :)

    Poleczko, ochh to nie emigracja, to Chińczycy! ;)

    uściski dla Wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam to z ogromnym zaciekawieniem. Świetnie to wszystko ujęłaś:-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gosia, miło mi, że się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawy wpis!
    Właśnie odkryłam Twojego bloga i będę wracać. :)
    Zabieram się do lektury innych postów :))

    Pozdrawiam serdecznie z Francji,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że wpadłaś, że się podoba i zostaniesz na dłużej :)
      zapraszam również na fb, tam jeszcze więcej 'ciekawostek'.
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  15. Wciągnęłaś mnie. :) Wpisuję blog do ulubionych żeby mi nigdzie nie umknął. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie widzę :) i niezwykle się cieszę! zapraszam również do śledzenia na Facebooku
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

jeśli podróżujesz razem ze mną, będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz po sobie ślad :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...