Strony

22 lutego 2011

Eskimoski



Jak wyglądają chińskie dzieci zimą?    Jak Eskimosi.
Czy nie jest im za ciepło?    Jest.
Czy mogą się ruszać?    Nie mogą!!!

Ale Chińczycy mają oczywiście inne zdanie, niż reszta świata. Dla Chińczyków najważniejsze jest, żeby przy niskich temperaturach powietrza, utrzymywać stałą temperaturę ciała i nie pozwolić, aby ciepło 'uciekało'. Niskie temperatury, ma się rozumieć... 0°C ;)
W każdym razie, no cóż, bez zbędnych słów...

Miłego oglądania!





 






a na deser, moja ulubienica...


pozdrawiam ciepło!

17 lutego 2011

Świętujemy!





Nie było mnie. Bośmy świętowali.
W Chinach, na początku lutego rozpoczął się Nowy Rok. Rok Królika. Święto to jest ruchome, ale przypada zawsze między końcem stycznia a końcem lutego. Tradycyjnie świętuje się go przez 15 dni. Pierwsze 3 dni festiwalu są dniami wolnymi od pracy, ale firmy robią zazwyczaj tak, że jak się odpracuje w weekend, to przypada nam wolnego aż tydzień. I wtedy wszyscy podróżują. Do rodzin. Z którymi spędzają czas. A miasto takie, jak nasze, robi się nagle puste. Puste miasto w Chinach? Niesamowite! A jakie przyjemne! :) Początek Nowego Roku w Chinach nazywamy Festiwalem Wiosny. Dlaczego? A no dlatego, że wg. chińskiego kalendarza, właśnie wtedy rozpoczyna się wiosna. Ale nie tak jak u nas, na kartce w kalendarzu. Dzięki śledzeniu faz księżyca, Chińczycy dokładnie wiedzą, kiedy wyjdzie słońce i zakwitną kwiaty. Spytacie pewnie, czy to prawda... Prawda! Nie mogłam uwierzyć, że podczas świąt wyciągnęłam z szafy wiosenny płaszczyk, trampki i okulary przeciwsłoneczne. I nie marzłam! [teraz co prawda znów jest zimno, ale co tam!]
Festiwal Wiosny kończy się Festiwalem Latarni (które przypada właśnie dzisiaj).



Jak obchodzony jest Nowy Rok w Chinach? Rodzinnie. Chińczycy nie mają Bożego Narodzenia, tak jak my, a więc czas spędzany z rodziną przypada właśnie na Chun Jie. I wszyscy jedzą i jedzą, i jedzą. Zupełnie, jak my pod koniec grudnia... Najpierw wielkie sprzątanie (by wypędzić z domu złe duchy), później gotowanie, no i oczywiście prezenty. Inne niż u nas. Bo tutaj na ogół daje się słodycze, suszone owoce, grzyby i mięso (nie kawał schaba - oni jedzą tutaj mięso jak chipsy, ale o tym kiedy indziej :) ), a w 'tajemniczej' czerwonej kopercie daje się pieniądze. Czerwone koperty są szałem na sklepowych półkach. I są nawet idealne, by włożyć doń największy banknot. Nie można również zapomnieć o prezentach dla zmarłych. W tym celu, można kupić specjalne papierowe pieniążki, które następnie się spala. Dzięki temu bliscy z rodziny mogą dostatnio żyć na tamtym świecie (no chyba, że im poskąpisz...).



Bez czego nie można powitać Nowego Roku?
Oczywiście bez petard! I Chińczycy bardzo dobrze o tym wiedzą... Wiedzą o wiele lepiej co znaczy, strzelać petardami, niż my - western people. Strzelają ciągle. Wszędzie. W dzień. I w nocy. Przez pierwsze 3 dni niemal bez przerwy. Dorośli. Staruszkowie. Dzieci. Koszmar. Jak na wojnie. Przez wieżowce spotęgowany hałas... Poza tym Chińczycy mają też petardy, które nie tworzą pięknych wzorów na niebie, tylko hałasują. Wszystko po to, by odstraszyć złe duchy ( jestem przekonana, że po takim pokazie duchy już nie wrócą ).

 



Jeśli dopisze nam szczęście, oprócz petard możemy zobaczyć też jakieś przedstawienie. Nam udało się jedynie trafić na chińską operę, ale w tłumie ludzi nie chciało nam się stać, więc szybko stamtąd uciekliśmy.






Koniecznie zaopatrzcie się w jakiegoś króliczka do domu, żeby mieć szczęście przez cały rok!
Xīn nián kuài lè! Szczęśliwego Nowego Roku!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...