Strony

28 czerwca 2011

Niespodzianka!



Kochani, za chwilę mija rok naszego pobytu w Chinach.

Czas refleksji. Ogólne podsumowanie wychodzi na plus. To dobrze, że nie cierpimy :)
I sama nie wierzę, że czas płynie tak niesamowicie szybko. Czuję się, jakbym dopiero tutaj przyjechała. Jakbym tyle co rozpakowała walizki, a pewnie okaże się, że niebawem będę je pakować.
Tyle się przez ten rok wydarzyło. Tyle nerwów straciłam ;)) no i nauczyłam się mówić (to za duże słowo...) po chińsku, a nawet pisać te cudowne znaczki. Kto by pomyślał...

 
Dziękuję Wam, że jesteście ze mną. Choć czasami brak mi czasu, pisanie dla Was sprawia mi ogromną frajdę.
Z tej okazji mam dla Was upominki.
Dwa upominki. Niespodzianki.
Tak więc i zasady są dwie:
1. Musicie być obserwatorem na blogu bądź na facebooku. Jeśli ktoś śledzi mnie w obu miejscach ma podwójne szanse na wygraną :) jeśli ktoś nie ma ani bloga, ani facebooka proszę o pozostawienie adresu email
2. Powiedzcie mi, o czym chcielibyście przeczytać na blogu. Jakie tematy Was interesują, jakie są Wasze upodobania. W miarę możliwości postaram się spełnić Wasze prośby.

Zabawa potrwa do 15 lipca.

Życzę powodzenia!

26 czerwca 2011

Nocą...




Pierwszy raz odkąd tutaj mieszkamy wybraliśmy się na noc do Szanghaju. Tak naprawdę Szanghaj znamy bardzo kiepsko. Zazwyczaj jest tak, że jeździ się dalej, a te najbliższe miejsca są blisko, więc i tak zakładamy, że znajdziemy na nie czas i zawsze możemy je odwiedzić. Czas ucieka niestety. Zdecydowaliśmy się więc spędzić weekend w Szanghaju.
Jednym z powodów, który za tym przemawiał było zrobienie kilku zdjęć Szanghaju nocą. Zatrzymaliśmy się w cudownym hostelu tuż przy Bundzie, po starej części miasta. Za rzeką natomiast cudownie lśnił Pudong, pełen nowych budynków, biurowców i hoteli.
Niestety pogoda nam nie sprzyjała. Lało strasznie (w końcu pora deszczowa, czego ja się spodziewałam?). Robienie zdjęć w takich warunkach nie należało do najprzyjemniejszych. Na szczęście miałam pomocnika i parasolki. A Szanghaj w taką pogodę też ma swój niepowtarzalny klimat.








21 czerwca 2011

Mur nad mury




 

Jest taka budowla...
Jedna z Siedmiu Cudów Świata...
Największa z tych, wzniesionych przez człowieka...




Wielki Mur Chiński.




O łącznej długości ok. 8850 km...
Którego budowę rozpoczęto niemal 2000 lat temu...
Zbudowany, by być ochroną przed wizytą niechcianych gości :)




Robi niesamowite wrażenie.
Robi wrażenie większe, jeśli wstanie się odpowiednio wcześnie, tak, by na Murze być w zupełnej ciszy, by mieć Mur tylko dla siebie.
Nam się udało. I choć opuszczaliśmy naszą noclegownię, kiedy na dworze było jeszcze ciemno, opłacało się.


Dobra wiadomość, dla leniuszków - na Mur nie trzeba się wspinać. Są kolejki, które w parę minut zawiozą cię na górę. My jednak z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że zdobyliśmy Wielki Mur i z dumą możemy nosić koszulkę "I climbed The Great Wall" (za którą, swoją drogą pani chciała od nas grubo ponad 100 zł...czytaj)






Mimo rozmiarów niestety, Muru nie widać gołym okiem z kosmosu :)
Pozdrawiam!

09 czerwca 2011

Na bogato

Czego w Chinach nie lubię?
Kosmicznych cen.
O czym więc? O tym, jak tu drogo :)


Nie znoszę robienia zakupów na różnego rodzaju targach. Chodzenia do krawca. Do szewca. Do warzywniaka.
Dlaczego? Bo jeśli jesteś człowiekiem z zachodu, laowai, przeciętna rzecz będzie kosztować cię drożej. Bo Chińczycy wierzą, że tacy ludzie śpią na pieniądzach. Są z daleka. Są bogaci. I ceny wszystkiego automatycznie idą w górę. Wysoko w górę. Śmiać mi się chce (choć właściwie to już nie wiem czy śmiać się, czy płakać), kiedy wchodzę czasem do sklepu, widzę miseczkę, za którą zapłaciłam 10 yuanów, pani podaje mi za nią cenę niemal 300. Kiedy chcę kupić czajniczek do parzenia herbaty i zamiast 50 CNY cena wzrasta o kolejne 400. Kiedy chcę kupić jakiś drobiazg i płacę za niego 5 yuanów, to zazwyczaj i tak wiem, że powinnam za niego zapłacić 2.

Nie lubię chodzić do sklepu z kosmetykami, gdzie muszę zapłacić majątek za krem, który był dużo tańszy, kiedy kupowałam go w Niemczech. Nie znoszę robić zakupów w moim osiedlowym sklepie, gdzie widzę ser, na który mam taką wielką ochotę, bo nie jadłam go wieki i muszę zapłacić za niego tyle, że się odechciewa wszystkiego (ostatnio pudełeczko serka wiejskiego za ponad 20 zł!). Nie lubię chodzić do restauracji z zachodnim jedzeniem, w której muszę zapłacić cenę, jak w Europie, a jedzenie w niczym nie przypomina tego, które powinno.
Wiem, wiem, racją jest, że importowane rzeczy powinny kosztować więcej, no ale bez przesady :)



Może dziś doznacie szoku...
Otóż, hisoria, że Chiny są biedne dawno straciła na wartości.
Tyle aut, nowych, najdroższych nie widziałam nigdzie. Czasem mi się wydaje, że wszyscy moi sąsiedzi zaopatrzeni są przynajmniej w jedno Porsche, najlepiej Cayenne, jedno Audi - takie lepsze Audi, jak A6L (L oznacza wersję dłuższą od normalnej), bądź BMW tak wielkie, że niemal nie mieści się na naszej osiedlowej uliczce.
Kolejny przykład. Sklepy. Tyle sklepów Diora, Chanel, Versace, Prady, i innych, których nawet nie znam nie widziałam nigdy w jednym budynku. Budynku? Ba na jednym skrzyżowaniu okazuje się, że są dwa sklepy Diora, by nie trzeba było nawet przechodzić przez ulicę, by móc dokonać zakupu :) I kto w tych sklepach kupuje? Na takie sklepy już nie stać laowai. W takich sklepach majątek zostawiają Chińczycy. Nowobogaccy Chińczycy, których tutaj nie brakuje. Niesamowicie bogaci Chińczycy.
Każdy z iPhonem.






To dlaczego, my, zwykli, przeciętni laowai i tak musimy płacić więcej u tego krawca, szewca i na markecie? :(

03 czerwca 2011

Pyszności... ;)



Tak jak zapowiadałam, dzisiaj kolejna część pekińskiego jedzenia.
Pekińskiego nocnego marketu z jedzeniem nie można ominąć. Choć okazuje się, że to bardzo turystyczne miejsce. Ceny... Kosmiczne! Tzn. w porównaniu z tymi, które znamy z codziennego życia.
Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mi dane widzieć tyle nietypowego jedzenia w jednej chwili. 
Zapewniam Was jednak, że dziś nie zgłodniejecie i ślinka Wam nie pocieknie.
Moi Drodzy,odstawiamy wszelkie smakołyki, które mamy koło siebie i zapraszam do oglądania :))





zgadnijcie, jakie słowo kryje pod sobą rozgwiazda... 























Pewnie zastanawiacie się, czy próbowałam tych pyszności. Nie, ale Niedźwiedź się odważył. Próbował larwę jedwabnika i skórę węża. Wyglądał bardzo niewyraźnie, a jedzenie w końcu wylądowało w koszu.
To nie nasze smaki jednak :))

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...