Strony

24 grudnia 2013

Zapraszam po kalendarz. I życzenia.

Kochani,
życzę Wam cudownych świąt z najbliższymi.
We wszystkich zakątkach Świata.
Radości i uśmiechu.

I przy okazji rozdaję Kalendarz.
Zapraszam do wpisywania się w komentarzach.
Dajcie tylko znać, na który kolor macie największą ochotę :)



Losowanie już w Nowy Rok.

Emma.

26 listopada 2013

Bali. Raj na ziemi.



Bali.
To jedna z wysp Indonezji.
Wyspa rajska.
I nasze ukochane miejsce w Azji.
(cóż, z żalem muszę stwierdzić, że przebiło nawet moją ukochaną do tej pory Kambodżę ...)


Te widoki.
Ten spokój.
To jedzenie.
Świątynie.
Ludzie.
Kwiaty. Wszędzie kwiaty!
Tarasy ryżowe.
Wulkany.

To wszystko sprawia, że na Bali chce się wrócić, jak najszybciej.









Szczególnie na północ wyspy.
Gdzie brak turystów i całego tego turystycznego szaleństwa.
Im dalej na południe, tym bardziej gwarno.
Hotelowo.
Mamy sporo znajomych, którzy spędzili czas na południu i wrócili bardzo niezadowoleni.
Także Kochani, jeśli na Bali, to tylko na północ, a na pewno nie będziecie żałować!







My marzymy o powrocie!

20 listopada 2013

Macau.

Las Vegas Azji.
Piękne portugalskie miasteczko, które wróciło do Chin w 1999 roku.
Cudowne relaksujące kafejki, piękne place i europejskie budowle.
Tak miało być.
Ale nie było...









Macau odwiedziliśmy podczas pobytu w Hong Kongu. (klik, klik)
Chyba jeszcze nigdy się tak nie zawiodłam.
Moje wyobrażenie legło w gruzach, kiedy okazało się, że Macau to tak naprawdę Chiny, od których chciałam odpocząć.
Że z Portugalią to może i miało coś wspólnego... Kiedyś....








W związku z tym razem z tłumem Chińczyków zaliczyliśmy kilka obowiązkowych punktów na wyspie i jak najszybciej wróciliśmy do Hong Kongu.


Pewnie byłoby inaczej, gdybym, tak jak wiele innych odwiedzających, pobyt mój spędziła w kasynie i nie próbowała zwiedzić zbyt wiele. Gdybym z hotelu wyszła wieczorem i nie oglądała brudnych, starych i zaniedbanych budowli za dnia.

W sumie, to ciekawa jestem, czy byliście. I czy macie podobną opinię. Bo może to tylko ja, już za długo w Chinach mieszkam... ;)

18 listopada 2013

Kolejki.

Jak myślicie, czy Chińczycy potrafią stać w kolejce?
Nie potrafią.
Chińczycy uważają, że są jedynymi osobami czekającymi na coś. 
Nawet, jeśli okaże się stoi (w kupie) 30/50/100 osób.
Z tej gromady Pierwszych, możecie sobie wyobrazić, co się tworzy.
Jeden, wielki harmider.
Jeśli ustawisz się w kolejce i zostawisz przed sobą zbyt dużo wolnej przestrzeni, możesz być pewien, że za chwilę ktoś tę przestrzeń zajmie.
Bardzo często w ruch idą łokcie, no bo przecież każdy Musi być Pierwszy!

Na lotnisku wszyscy ustawili się w kolejce do bramki. Idzie starsza pani z wnuczką. Wnuczka ciągnie babcię na koniec kolejki. Babcia uparcie wyrywa się do przodu. Wnuczka się nie poddaje, woła babcię na koniec. Babcia również nie ustępuje. Ta próbuje jej ładnie wytłumaczyć, że tak się nie robi. A gdzie tam! I co? Babcia weszła pierwsza. Pierwsza niż cała reszta ładnie ustawionych w kolejce.... :)




Aby to wszystko jakoś opanować, wprowadza się specjalnie linie.
I tak, aby kupić bilet do kina, aby dostać się do taksówki, do muzeum, zrobione są specjalnie barierki, które uniemożliwiają Chińczykom wchodzenie przed kogoś.



Wesoło tu jest, nie powiem. Atrakcji nam w Chinach nie brakuje :)

11 listopada 2013

Ukochane.

Góry Mogan.
Moganshan.
Jedyne 2,5h drogi od Shanghaju.
Swego czasu bardzo popularne wśród szanghajskich elit, które chętnie uciekały od upalnego lata w mieście.
W góry.
















Herbaciane tarasy, bambusowy las, wodospady i stare murowane domy.
Kameralnie i niezwykle przyjemnie.
Cicho i spokojnie.

W Moganshan nie robi się nic.
Poza słodkim lenistwem.
Chodzeniem po górach.
Siedzeniem.
Odpoczywaniem.
I ładowaniem akumulatorów, przed powrotem do wielkiego, szalonego, chińskiego miasta.


 











Moganshan jest niezwykłą odskocznią.
Jest, jak przeniesienie do innego świata.

Uwielbiam! 

I Molly też uwielbia ;)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...