Strony

15 stycznia 2014

Chiny i zwierzęta-niezbyt dobrana para.

Dzisiaj mijają 2 lata, odkąd Molly dołączyła do naszej rodziny.
2 lata temu też pisałam posta o zwierzętach w Chinach (klik).
Niestety, nic na lepsze się nie zmieniło.
Właściwie to nawet mi się wydaje, że jest gorzej, niż kiedyś.
Oczywiście, również zmieniliśmy się my sami i jesteśmy bardziej wyczuleni na tym punkcie.
Ale serce mi się kraje, kiedy co chwila sieć obiegają "nowinki" ze świata zwierząt.
Pewnie dlatego też, pod koniec zeszłego roku zamieszkała z nami MeiMei. Znaleziona, tak jak Molly, na szanghajskiej ulicy, bezzębna sunia.
I szczerze mam nadzieję, niedługo stąd wyjechać, inaczej na dwóch się nie skończy...

A mówiąc całkiem poważnie.
To, co jeszcze 2 lata temu uważałam za dobry znak, czyli moda na posiadanie psów, w tej chwili zaczyna mnie przerażać. Bo przecież ci ludzie, kupujący teraz słodkie szczeniaczki za parę lat się nimi znudzą i wyrzucą na ulicę. I psów, których w tej chwili na ulicy nie ma zbyt wielu, zaczną się na tej ulicy pojawiać.
Jako, że jestem w dość bliskich relacjach z organizacją, która zajmowała się naszymi dziewczynkami, zanim trafiły do nas, co chwilę słyszę jakieś tragiczne historie. Ostatnia taka dotyczyła przepięknego psa rasy husky. Mieszkał on sobie na osiedlu, na którym również mieszka jedna z rodzin zastępczych. Właściciel psa był ogólnie znany, pies również. Nadeszły chińskie święta. Pies na osiedlu, właściciela nigdzie nie ma. Myśleliśmy wszyscy, że pies się zgubił, bo pewnie został z kimś obcym podczas nieobecności właścicieli, no wiecie, różne takie domysły. Właściciel po wakacjach się znalazł, zdziwiony, że pies jest w bezpiecznym miejscu. Bo on tego psa już nie chce, znudził mu się, więc go wyrzucił na ulicę. A w ogóle jak to się stało, że ten pies jeszcze żyje? Myślał, że do tego czasu, to już go złapią i przerobią na mięso... No więc w takim razie on chce tego psa uśpić...
Na szczęście, dzięki organizacji i wielu cudownym ludziom, pies jest teraz w domu zastępczym i czeka, aż ktoś go zaadoptuje.
Historie kotów, to już w ogóle są na porządku dziennym. Nikt się nimi nie zajmuje. Kocięta niejednokrotnie znajdowane wygłodzone, zmarznięte, w pudełkach, w śmietnikach. Na tego ktoś wylał kwas, tego ktoś maltretował.
W Pekinie usypia się psy, bo są za duże. Tak, nawet te, które miały właścicieli. Rząd umyślił sobie, że nie będzie można w domu, w mieście trzymać takiego powiedzmy goldena, więc albo się wyprowadź na obrzeża miasta, albo pożegnaj z psem.
Psy czy koty, choćby nie wiem jak szczepione, na ilu smyczach, w ilu klatkach nie mogą wybrać się w podróż pociągiem, chyba że, wagonem do przewozu zwierząt, a i wtedy trzeba załatwiać dokumentów, jak na lot międzynarodowy. Ostatnio szukałam noclegu w Szanghaju, żaden hotel nie ma polityki przyjaznej zwierzętom. Żaden. Co się dziwić, że taki pies później ląduje na ulicy, kiedy właściciele chcą wyskoczyć gdzieś na weekend, a nie mają psa z kim zostawić albo jak go ze sobą przewieźć na drugi koniec kraju.
Psy również nie mogą wchodzić do większości parków. Jak sobie tak myślę, to i tak dobrze, że można z nimi chodzić po ulicy... Mniejsza z tym...
Z kotów robi się futra, a nogi podcina im tak, by jako mrożone mięso nikt nie poznał się, że to kot a nie królik.
Psie mięso na prawdę można znaleźć w restauracji.
Każde inne mięso również można tam znaleźć, na przykład szczura udającego kurczaka...
(Z tym mięsem  w restauracji i w ogóle o chińskim jedzeniu to jest temat na zupełnie oddzielny post...)
W szanghajskich sklepach zoologicznych można było ostatnio kupić małpy.
W szanghajskiej rzecze znaleziono ostatnio 16000 martwych, chorych świń...

Ja wiem, i powtarzam, tak jak poprzednio. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale niestety, taki jest obraz ogółu. I dla mnie nie ma wytłumaczenia, że Chińczycy nie wiedzą, że Chińczycy się dopiero uczą. Bo Chińczycy jeżdżą najlepszymi samochodami na świecie, latają na wakacje dookoła świata, mają telewizję i dostęp do Internetu (!), a to i tak nic nie daje. Chińczyk zjadłby ostatniego tygrysa na Ziemi, tylko dlatego, że tygrys był drogi, że jedząc go mógł pokazać swój status społeczny, a pewnie jeszcze do tego mięso tegoż tygrysa da mu nieśmiertelność...

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie rzeczy dzieją się wszędzie, że to nie są tylko Chiny, ale uważam, że skala tego zjawiska tutaj jest ogromna. To wszystko jest dla mnie najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. I nie rozumiem. I nie zrozumiem nigdy, jak bardzo okrutnym i bezmyślnym można być... a w większości wszystko sprowadza się jedynie do pieniędzy...

Kochani, również tym postem chciałabym przekonać Was, że adopcja zwierząt jest cudowna. Daje niezwykle dużo radości obu stronom. Co prawda wymaga od nas więcej pracy socjalizacja psa dorosłego, po przejściach, niż szczeniaka prosto z hodowli, ale uwierzcie mi, że ta praca jest tego warta.
Molly do tej pory nie lubi być dotykana po ogonie, prawdopodobnie w poprzednim życiu, ktoś ją za niego namiętnie szarpał. Mei Mei boi się, jak tylko ktoś zbyt intensywnie podniesie rękę i nie może kompletnie przyzwyczaić się do zakładania szelek.
Ale czy one nie są warte wkładanego w nie wysiłku?
Sami zobaczcie ;)



Adoptuj - nie kupuj!
E.

20 komentarzy:

  1. Niestety, w Chinach pies czy kot to wciąż jeszcze zabawka, przedmiot, który można po porostu wyrzucić, gdy tylko się znudzi lub zacznie przeszkadzać....Gdy byłam w Chinach przez kilka miesięcy, w bloku na przeciwko mieszkał facet, którego mieszkanie miało bardzo duży balkon, a właściwie taras (na ostatnim piętrze). Balkono-taras był brudny i służył za miejsce do przechowywania niechcianych mebli, zepsutego telewizora itp. I psa. Trzymał tam swojego psa (chyba husky), nigdy się z nim nie bawił, nie zabierał na spacer, po prostu raz dziennie stawiał tam miskę z jedzeniem. Czasem i o tym zapominał i pies np. przez 2 dni nie dostał wody czy jedzenia. Taras nie był zadaszony i pies przebywał tam nawet w czasie deszczu czy burz piaskowych, dość częstych w płn. Chinach. Zimą podobno też...Pies non stop wył i szczekał, ale nikt się tym nie przejmował.... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, taka to oto smutna chińska prawda. U nas na osiedlu też jest pies, który podczas nieobecności właścicieli musi przebywać na balkonie, jednak zdaje się i tak ma 100 razy lepsze warunki do życia, niż ten, o którym wspominasz.
      Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wkrótce świadomość tutejszego społeczeństwa będzie większa...

      Usuń
  2. Boskie te Twoje psiaki....:-D JUST BOSKIE ;-D

    I zgadzam się z Tobą, ze trzeba wreszcie przestać usprawiedliwiać Azjatów - bo inna kultura, bo nieświadomi, bo to, bo siamto......rozum i serce ma kazdy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie!
      i dziękuję :)

      Usuń
  3. Śliczne pieski masz, a szczerze mówiąc to nie zdawałam sobie sprawy, że jednak w cywilizowanym świecie się takie rzeczy dzieją, bo wydaje mi się, że pies jest już lepiej traktowany w afrykańskiej wiosce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Niestety. Oni tutaj nie mają pojęcia o co chodzi z takimi zwierzakami. Niestety.

      Usuń
  4. Anonimowy5/2/14

    Dziewczyny są PRZEPIĘKNE :))
    Lubię Twojego bloga, jest w mojej czołówce blogów.
    Tak jakbyśmy piły kawę i gadały :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Jest mi niezwykle miło! :*
      Przesyłam uściski!

      Usuń
  5. cudne pyszczki... Nie chcę generalizować, bo nie znam Chińczyków za dobrze, ale chyba mają taką mentalność, że mają większe skłonności do okrytnego czy bezdusznego traktowania zwierząt niż Europejczycy.... Poza tym co się w Chinach z ludźmi dzieje, a co dopiero ze zwierzętami? (mam na myśli pracę w fabryce za miskę ryżu, choć może to już przeszłość)

    OdpowiedzUsuń
  6. smutne to bardzo, ale myślisz, ze Chińczycy w ogóle mogą się zmienić? A moze cała ich kultura i społeczeństwo jest wychowywane w ten sposób, że nie pojmują humanitarnego traktowania zwierząt?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie pojmują, tak samo, jak i my nie pojmowaliśmy tego lata wstecz. Na to, żeby zrozumieć i zmienić nawyki potrzeba czasu.
    I masz rację, najpierw człowiek człowieka musi zacząć szanować, aby to wszystko poszło dalej. Ale to też dotyczy całego świata, nie tylko Chin.

    OdpowiedzUsuń
  8. Za każdym razem kiedy ktoś porusza ten temat lub czytam artykuły, serce mi pęka i łzy cisną się do oczu! Nie mogę pogodzić się z myślą tak bestialskiego traktowania tych bezbronnych istotek. Adopcja-wspaniała sprawa, a zwierzątka wdzięczne i szczęśliwe. Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mnie też wyjątkowo zawsze porusza ten temat. Możemy zacząć zmiany od swojego otoczenia. Chociaż tyle. Pozdrawiam ciepło z mojego zwierzyńca :)

      Usuń
  9. Znalazłam Twoje psiaki, cudne :) Mają wiele szczęścia, że trafiły do Was :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy27/9/14

    Hej
    Przerażona jestem tym artykułem. Mamy 1.5 rocznego spaniela i w planach przeprowadzkę do Kantonu. Pies oczywiście ma jechać z nami, ale po lekturze zwątpiłam:((( Wyjazd byłby na około 1-2 lata, nikt z rodziny nie chce sie psem zaopiekować wiec podjęliśmy decyzje i zabraniu go ze sobą, ale... Teraz nie mam pojęcia co robić:((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej.
      Koniecznie go zabrać. Gdybym musiała wrócić do Chin, to owszem, ale tylko z moimi psami. I choć w Niemczech jest zdecydowanie lepiej, to jakoś można przetrwać ten rok, dwa. Przy Was będzie bezpieczny (tylko błagam, nie spuszczajcie go ze smyczy) i na pewno szczęśliwszy, niż pozostawiony w domu. Jestem pewna, że znajdziecie parki i sposoby na cudownie spędzone chwile w Chinach. A nowo poznani dobrzy znajomi na pewno chętnie zajmą się nim podczas Waszej nieobecności czy podróży.
      Dokładnie natomiast dowiedz się, jak go do tego Kantonu wwieźć. Do Chin nie jest łatwo, potrzebna jest kwarantanna, jednak można to obejść. W razie pytań napisz maila. Pomogę oczywiście w miarę możliwości. Choć my nasze tylko wywoziliśmy, ale słyszałam trochę historii.
      Będzie dobrze! :)

      Usuń
  11. Hej za 11 dni lece z dwoma huszczakami do Dalian. Wprowadzono nas w błąd że nie ma kwaratanny teraz się okazuje że jest. Jestem załamana bo psów nie zostawie a lecieć musimy. Błagam o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój syn chce wywieźć z Chin małą suczkę. Trasę do Pekinu musi pokonać pociągiem i w Pekinie spędzić 4 dni. Później lot Aerofłotem do Warszawy. Czy to jest do zrobienia? Jeśli tak to jak?

    OdpowiedzUsuń

jeśli podróżujesz razem ze mną, będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz po sobie ślad :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...