Strony

16 kwietnia 2014

11. Zakupy.

To dopiero temat rzeka. I właściwie nie wiem od czego zacząć.
Kiedy przyjechaliśmy do Chin byliśmy zachwyceni. Tyle różnych rodzajów herbaty, sosów sojowych, tyle targów ze wszystkim i niczym. Naczynia za grosze. Przyuliczne sklepy z tanimi ubraniami. Buty! Płyty DVD niemal za darmo. Obrusy, kubki, obrazki. Rynek z materiałami, gdzie zrobią wszystko, czego zapragniesz. Wszędzie widzisz okazję, więc kupujesz i kupujesz, i kupujesz... Torby, zegarki, paski, jedwabne apaszki, perły, czego tylko dusza zapragnie.



Zupełnie inne spojrzenie mamy teraz.
Na pudełku z herbatą pełną chińskich znaczków raczej nie można nic przeczytać, to samo z sosem sojowym i masą innych rzeczy w supermarkecie. W pewnym momencie nie masz już ochoty próbować, bo okazuje się, że kolejna herbata do niczego się nie nadaje, a zamiast soli kupiłeś glutaminian sodu. Trzymasz się więc sprawdzonych rzeczy.
W chińskich supermarketach rzadko znajdzie się, jakiś produkt z zachodu, a jeśli już to kosztuje on podwójnie. Chociaż i tak jest teraz o niebo lepiej, niż było 4 lata temu. W Suzhou mamy bardzo dużo obcokrajowców, dzięki czemu możemy też znaleźć kilka sklepów z "naszym" jedzeniem, a ceny produktów nieco się obniżyły, ale i tak czasem zdarzało się, że przez kilka miesięcy nie można było nigdzie znaleźć na przykład śmietany, potem nagle pojawiała się gdzieś na półce i kupowało się ile wlezie, mroziło ją, by była na zaś. Takie to kłopoty z produktami mlecznymi. Z chlebem też nie było łatwo. Na początku mieliśmy tylko jedną "naszą" piekarnię, gdzie bochenek napompowanego chleba, nienadającego się do niczego już drugiego dnia, kosztował jakieś 25 złotych. Wszystko to wynagradza natomiast różnorodność owoców i warzyw, o których w domu nawet nam się nie śniło. Sezon na truskawki w środku zimy. Arbuz, melon, mango, pitaja wszystkie przepyszne i za grosze. Mangostan, liczi - niebo w gębie. A pomidorki koktajlowe, które tutaj kupuje się na stoisku z owocami, jadałam kilogramami. Świeże pędy bambusa, lotus. I wiele innych, o których nazwie nie mam nawet pojęcia. Na pewno będę tęsknić za tymi smakami.






Na targach ze wszystkim i niczym jesteś dla sprzedawców turystą i łatwym łupem, więc przepłacasz zazwyczaj za wszystko, nierzadko o wątpliwej jakości. Na przestrzeni lat, które spędziliśmy tutaj zauważyliśmy, jak bardzo zmienili się sprzedawcy, którzy teraz krzyczą na ciebie niemiłosiernie, często zdarza się, że ciągną za rękaw, aby zatrzymać cię i sprzedać ci coś u nich w butiku, a jeśli nie dogadasz się z ceną jeszcze na koniec cię wyzwą za stratę czasu. W przyulicznych sklepach z ubraniami, rzadko można znaleźć coś dla siebie, bo Chinki są za zwyczaj dużo drobniejsze i niższe od nas, nie mówiąc już o kupnie butów, które właściwie jest tutaj niemal niemożliwe, jeśli masz rozmiar większy niż 39.

Wybór kosmetyków do pielęgnacji jest niezwykle ubogi. Chiny nie są rynkiem całkowicie otwartym na produkty zagraniczne, dlatego bardzo ciężko jest znaleźć coś, co w wielu innych krajach znajdziesz na każdym rogu. Oprócz tego, jako że Chinki uwielbiają wybielać swoją skórę, zamiast zwykłego balsamu najczęściej znajdziemy na półce balsam wybielający. Również wiele kremów do twarzy ma w sobie wybielający składnik. Zupełnie niezgadzające się z teorią wybielania są braki na półkach kremów z filtrem, co irytowało mnie zawsze wyjątkowo.


Jak sobie z tym wszystkim radziliśmy? Tak, jak cała reszta obcokrajowców. Przywoziliśmy wszystko z zagranicy. Jeśli widzisz, że kosmetyk się kończy, zapisujesz na kartce, może przywiezie ci go znajomy, a może sam akurat wybierasz się poza Chiny. Masz ochotę na pyszną szyneczkę lub ser? Musisz poczekać, do kolejnej wyprawy. Choć może się zdarzyć, że zabiorą ci twoje dobra na lotnisku, no ale kto nie ryzykuje, ten nie je pyszności ;) Kurtki, buty, spodnie, wszystko kupowaliśmy zawsze w Polsce. Na każdych wakacjach musiałam odwiedzić sklep, żeby zaopatrzyć się w niezbędne produkty. Czy to krem, czy smakołyki dla psów.




Czego mnie to wszystko nauczyło? Nauczyło mnie docenić dostępność produktów. Marzę o tym, żeby wejść do sklepu i mieć możliwość kupić wszystko, na co akurat mam ochotę. Móc w końcu przeczytać coś na etykiecie i dowiedzieć się czy to szampon czy żel pod prysznic, czy mleko, a może akurat truskawkowy jogurt (smakuje okropnie po dolaniu do kawy...). Mozzarella - to będzie moje pożywienie przez pierwsze tygodnie po powrocie. Taaak za nią tęsknię. I w końcu nikt nie będzie mnie oszukiwał, kiedy zapytam, ile co kosztuje. I nikt nie będzie na mnie krzyczał, jeśli zdecyduję się wyjść ze sklepu bez niczego.

Ale będę tęsknić. Za tym targiem z materiałami, gdzie ubranie szyte na miarę jest tanie, jak barszcz, a nasza Pani rozpoznaje nas z daleka. Za moją Panią na stoisku z warzywami, która zawsze wybierała dla mnie najładniejsze produkty i próbowała porozumieć się ze mną moją niezwykle łamaną chińszczyzną, a także wytłumaczyć mi, jak przygotować warzywo, którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Będę tęsknić za wyjątkowym miejscem w internecie, jakim jest Taobao, gdzie można dostać wszystko, za grosze, jeśli tylko wiesz, czego szukać i jak opanować wszechobecny język chiński (albo znasz kogoś, kto z przyjemnością pomoże ci zrobić zakupy).
Ach te Chiny :)


8 komentarzy:

  1. Wszystko ma swoje plusy i minusy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak. Byłoby za nudno, jakby zawsze było idealnie :)

      Usuń
  2. Ja spędziłam w Chinach tylko 3 miesiące, ale szczerze mówiąc, nie narzekałam tam na niedobór ubrań - centra handlowe pełne są przepięknych rzeczy, i nawet moim zdaniem tamtejsza moda jest bardziej kobieca i ma więcej uroku, niż ta u nas. Tak uroczych i jednocześnie eleganckich sukienek, spódnic, sweterków, butów w Niemczech mogę szukać ze świecą. W Chinach są centra handlowe z tandetą, która rozwali się po kilku praniach, ale są i te z rzeczami lepszej jakości i oczywiście droższymi. Widziałam też sieciówki z ciuchami identycznymi jak w Europie - np. Bershka.
    Ja byłam jednak w płn Chinach, gdzie klimat jest zbliżony do europejskiego i łatwiej o podobną modę. Gdy byłam przejazdem w Kantonie, wszędzie były tylko klapki, sandały, t-shirty....

    Co do kosmetyków to zauważyłam plusy i minusy. Z jednej strony super było to, że mogłam sobie kupić stacjonarnie kremy BB, olejki do demakijażu, wszelkie sheet masks, kosmetyki SK II czy Shu Uemura, ale z drugiej brakowało mi europejskich marek, toników, płynów micelarnych, kremów nie wybielających...Gdybym została tam na dłużej, na pewno prosiłabym rodzinę o paczki czy robiła zapasy podczas wakacji.
    Czymś, czego brakowało mi najbardziej, były pewne produkty spożywcze. Uwielbiam kuchnię chińską, ale po jakimś miesiącu-dwóch zaczęłam marzyć o dobrej pizzy, schabowym, kanapce z szynką i majonezem czy o prawdziwej, dobrej jakości czekoladzie. Z drugiej strony miałam to ułatwienie, że mąż tłumaczył mi krzaczki więc zakupy przebiegały mniej boleśnie.
    A za tą różnorodnością warzyw i owoców zawsze będę tęsknić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że jest parę "naszych sklepów", ale z rozmiarami i tak nie jest dobrze. Mój mąż nigdy nie mógł sobie nic kupić, a i mi czasem ciężko było się w coś wbić. Najczęściej wszystko było za krótkie - rękawy czy podkoszulka. Nie mówiąc już niestety o butach - wszystkie były za małe. A pamiętam, że na początku tak bardzo mi się podobały, ale w końcu musiałam przestać się katować i odwiedzać butiki.
      Maski, o których wspominasz zdecydowanie uwielbiam! :)

      Usuń
  3. Moja koleżanka od 2 miesięcy mieszka w Szanghaju i rozpacza właśnie nad brakiem nabiału, sera, jogurtów, dobrego pieczywa, czekolady... A jak już jest to mówi, że ekstremalnie drogie. ehhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka to rzeczywistość tutaj, będzie musiała się przyzwyczaić niestety, jeśli zostaje na dłużej. na pocieszenie mogę powiedzieć, że było gorzej, kiedy my przyjechaliśmy 4 lata temu - nawet miałam wczoraj dyskusję z koleżanką na ten temat, że ci którzy przyjeżdżają teraz to mają taaaaak łatwo ;)

      Usuń

jeśli podróżujesz razem ze mną, będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz po sobie ślad :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...