Strony

30 stycznia 2014

新年快乐! Szczęśliwego Nowego Roku!

Dziś Chiny świętują "Sylwestra".
Ostatni dzień roku księżycowego.
Nie będę się powtarzać, bo pisałam już o tym kilka lat wstecz - TUTAJ.


Tym razem czas na Rok Konia.
Według astrologii chińskiej Rok Konia jest rokiem pomyślnym, przynosi szczęście i dużo dobrych rzeczy. Także Kochani, spodziewamy się najlepszego!



Tradycyjnie Chiński Nowy Rok świętuje się przez 15 dni, a każdy z nich ma swoje przeznaczenie.

Chiński Nowy Rok dzień po dniu:

Dzień 1: unikaj jedzenia mięsa, by zapewnić sobie długie i szczęśliwe życie
Dzień 2: pomódl się do swoich przodków i Bogów, a jako, że drugi dzień roku księżycowego to urodziny wszystkich psów, nie zapomnij być wyjątkowo miły dla swojego pupila
Dzień 3-4: jeśli jesteś zięciem nie zapomnij okazać wyjątkowego uszanowania rodzicom swojej żony
Dzień 5: Po Woo. nie zapomnij zostać w domu i uszanować Boga Dobrobytu, nie spotykaj się z przyjaciółmi i rodziną poza domem, jeśli nie chcesz ściągnąć na was nieszczęścia
Dzień 6: tego dnia, bez obaw możesz spędzać czas z przyjaciółmi
Dzień 7: to narodziny ludzkości, zjedz koniecznie długie makaron które dadzą ci długowieczność; nie zapomnij też o daniu z surowej ryby, dla zapewnienia sukcesu w nadchodzącym roku
Dzień 8: to znów czas na zaproszenie do siebie rodziny!
Dzień 9: złóż dary dla Jadeitowego Cesarza
Dzień 10-12: to kolejne dni, które spędzasz z przyjaciółmi i rodziną :)
Dzień 13: po tylu dniach wystawnego jedzenia jest czas na zwykłą zupę ryżową i kapustę sarepską dla oczyszczenia organizmu
Dzień 14: przygotuj się na Festiwal Latarni, który obchodzony jest ostatniego, 15. dnia Chińskiego Nowego Roku

Xīn nián kuài lè!
E.

23 stycznia 2014

Plaża Mui Ne. Wietnam.

W te mroźne zimowe dni zabieram Was i siebie, niestety jedynie wirtualnie, do Wietnamu.
Na plażę Mui Ne.








Mui Ne zupełnie przypadkiem darzymy jakąś wyjątkową miłością.
Sama nie wiem dlaczego.
Za wiele się tam nie dzieje.
Poza tym, że jest rajem dla kitesurferów (a my nie uprawiamy tego sportu).







Nawet plaża nieszczególna. Ani na niej poleżeć, ani pospacerować. Taka średnio czysta...
A ciągnie nas tam niesamowicie. Byliśmy już dwa razy. I jeszcze mamy ochotę wrócić.
Całe turystyczne miasteczko to raptem jedna główna ulica, a prawe i lewe pobocze to na zmianę hotel bądź restauracja.
Kilka sklepików.
Żeby zobaczyć coś więcej, trzeba wypożyczyć skuter.
Wtedy można pojechać do sąsiedniego miasteczka lub do wioski rybackiej.














Można też wypożyczyć auto i pojechać na wydmy.
Na przykład na wschód lub zachód słońca.






Hotel mamy tam też ulubiony, ukochany. Z drinkami najlepszymi na świecie.
I na każdych innych wakacjach wspominamy, jak to fajnie było w tym hotelu w Mui Ne....
Wszędzie super, ale w Mui Ne...
A to jedzenie tam... Niebo w gębie!
To chyba przez to nas tak tam ciągnie...
Jak tak sobie teraz myślę... :)
Drinki i jedzenie, ot co!










15 stycznia 2014

Chiny i zwierzęta-niezbyt dobrana para.

Dzisiaj mijają 2 lata, odkąd Molly dołączyła do naszej rodziny.
2 lata temu też pisałam posta o zwierzętach w Chinach (klik).
Niestety, nic na lepsze się nie zmieniło.
Właściwie to nawet mi się wydaje, że jest gorzej, niż kiedyś.
Oczywiście, również zmieniliśmy się my sami i jesteśmy bardziej wyczuleni na tym punkcie.
Ale serce mi się kraje, kiedy co chwila sieć obiegają "nowinki" ze świata zwierząt.
Pewnie dlatego też, pod koniec zeszłego roku zamieszkała z nami MeiMei. Znaleziona, tak jak Molly, na szanghajskiej ulicy, bezzębna sunia.
I szczerze mam nadzieję, niedługo stąd wyjechać, inaczej na dwóch się nie skończy...

A mówiąc całkiem poważnie.
To, co jeszcze 2 lata temu uważałam za dobry znak, czyli moda na posiadanie psów, w tej chwili zaczyna mnie przerażać. Bo przecież ci ludzie, kupujący teraz słodkie szczeniaczki za parę lat się nimi znudzą i wyrzucą na ulicę. I psów, których w tej chwili na ulicy nie ma zbyt wielu, zaczną się na tej ulicy pojawiać.
Jako, że jestem w dość bliskich relacjach z organizacją, która zajmowała się naszymi dziewczynkami, zanim trafiły do nas, co chwilę słyszę jakieś tragiczne historie. Ostatnia taka dotyczyła przepięknego psa rasy husky. Mieszkał on sobie na osiedlu, na którym również mieszka jedna z rodzin zastępczych. Właściciel psa był ogólnie znany, pies również. Nadeszły chińskie święta. Pies na osiedlu, właściciela nigdzie nie ma. Myśleliśmy wszyscy, że pies się zgubił, bo pewnie został z kimś obcym podczas nieobecności właścicieli, no wiecie, różne takie domysły. Właściciel po wakacjach się znalazł, zdziwiony, że pies jest w bezpiecznym miejscu. Bo on tego psa już nie chce, znudził mu się, więc go wyrzucił na ulicę. A w ogóle jak to się stało, że ten pies jeszcze żyje? Myślał, że do tego czasu, to już go złapią i przerobią na mięso... No więc w takim razie on chce tego psa uśpić...
Na szczęście, dzięki organizacji i wielu cudownym ludziom, pies jest teraz w domu zastępczym i czeka, aż ktoś go zaadoptuje.
Historie kotów, to już w ogóle są na porządku dziennym. Nikt się nimi nie zajmuje. Kocięta niejednokrotnie znajdowane wygłodzone, zmarznięte, w pudełkach, w śmietnikach. Na tego ktoś wylał kwas, tego ktoś maltretował.
W Pekinie usypia się psy, bo są za duże. Tak, nawet te, które miały właścicieli. Rząd umyślił sobie, że nie będzie można w domu, w mieście trzymać takiego powiedzmy goldena, więc albo się wyprowadź na obrzeża miasta, albo pożegnaj z psem.
Psy czy koty, choćby nie wiem jak szczepione, na ilu smyczach, w ilu klatkach nie mogą wybrać się w podróż pociągiem, chyba że, wagonem do przewozu zwierząt, a i wtedy trzeba załatwiać dokumentów, jak na lot międzynarodowy. Ostatnio szukałam noclegu w Szanghaju, żaden hotel nie ma polityki przyjaznej zwierzętom. Żaden. Co się dziwić, że taki pies później ląduje na ulicy, kiedy właściciele chcą wyskoczyć gdzieś na weekend, a nie mają psa z kim zostawić albo jak go ze sobą przewieźć na drugi koniec kraju.
Psy również nie mogą wchodzić do większości parków. Jak sobie tak myślę, to i tak dobrze, że można z nimi chodzić po ulicy... Mniejsza z tym...
Z kotów robi się futra, a nogi podcina im tak, by jako mrożone mięso nikt nie poznał się, że to kot a nie królik.
Psie mięso na prawdę można znaleźć w restauracji.
Każde inne mięso również można tam znaleźć, na przykład szczura udającego kurczaka...
(Z tym mięsem  w restauracji i w ogóle o chińskim jedzeniu to jest temat na zupełnie oddzielny post...)
W szanghajskich sklepach zoologicznych można było ostatnio kupić małpy.
W szanghajskiej rzecze znaleziono ostatnio 16000 martwych, chorych świń...

Ja wiem, i powtarzam, tak jak poprzednio. Nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka, ale niestety, taki jest obraz ogółu. I dla mnie nie ma wytłumaczenia, że Chińczycy nie wiedzą, że Chińczycy się dopiero uczą. Bo Chińczycy jeżdżą najlepszymi samochodami na świecie, latają na wakacje dookoła świata, mają telewizję i dostęp do Internetu (!), a to i tak nic nie daje. Chińczyk zjadłby ostatniego tygrysa na Ziemi, tylko dlatego, że tygrys był drogi, że jedząc go mógł pokazać swój status społeczny, a pewnie jeszcze do tego mięso tegoż tygrysa da mu nieśmiertelność...

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie rzeczy dzieją się wszędzie, że to nie są tylko Chiny, ale uważam, że skala tego zjawiska tutaj jest ogromna. To wszystko jest dla mnie najzwyczajniej w świecie obrzydliwe. I nie rozumiem. I nie zrozumiem nigdy, jak bardzo okrutnym i bezmyślnym można być... a w większości wszystko sprowadza się jedynie do pieniędzy...

Kochani, również tym postem chciałabym przekonać Was, że adopcja zwierząt jest cudowna. Daje niezwykle dużo radości obu stronom. Co prawda wymaga od nas więcej pracy socjalizacja psa dorosłego, po przejściach, niż szczeniaka prosto z hodowli, ale uwierzcie mi, że ta praca jest tego warta.
Molly do tej pory nie lubi być dotykana po ogonie, prawdopodobnie w poprzednim życiu, ktoś ją za niego namiętnie szarpał. Mei Mei boi się, jak tylko ktoś zbyt intensywnie podniesie rękę i nie może kompletnie przyzwyczaić się do zakładania szelek.
Ale czy one nie są warte wkładanego w nie wysiłku?
Sami zobaczcie ;)



Adoptuj - nie kupuj!
E.

09 stycznia 2014

Hutongi.






Hutongi to tradycyjne chińskie osiedla. Nadal możemy je odwiedzić będąc w Pekinie.
Składają się na nie ściśle ze sobą połączone budynki, oddzielone jedynie wąskimi uliczkami, których szerokość często nie przekracza 5-9 m. Dlatego też ludzie żyjący w hutongach są zazwyczaj dla siebie, jak jedna wielka rodzina. Wspólnie spędzają czas grając w mahjong czy w karty. Dzieci ganiają się po okolicznych zakamarkach. Kobiety razem szykują obiad.
To coś bardzo nietypowego, dla nas mieszkających w Polsce, gdzie każdy niemal dom jest wolnostojący, a każdy sobie...



Domy na hutongach mają w większości kształt kwadratu i oddzielone są z zewnątrz wysokim murem. Wewnątrz budynku, centralną częścią jest czworokątny dziedziniec.
W zależności od zamożności właścicieli, w domach wokół dziedzińca mieszka jedna do kilku rodzin.




Dzielnice hutongów są często zaopatrzone w liczne małe sklepiki, w których można zaopatrzyć się w produkty niezbędne do codziennego życia. Na końcach uliczek zazwyczaj można też znaleźć publiczne toalety dla mieszkańców osiedla. Jako, że początkowo domy te nie miały dostępu do wody i kanalizacji.
Niestety hutongi są sukcesywnie wyburzane, tworząc miejsce dla nowych budynków oraz szerokich, niezbędnych w stolicy ulic.



A szkoda, bo hutongi są wyjątkowe, a dziedziniec wewnątrz podoba mi się o wiele bardziej, niż typowe nasze podwórka za domem. I marzy mi się taki domek z centralnym ogrodem...

A Wam?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...