Strony

07 lutego 2017

Na wietnamskich talerzach...


Dziś zaserwuję Wam całą masę smakołyków. Jeżeli jesteście akurat głodni, polecam najpierw udać się do kuchni...








Tęskni mi się za azjatyckim jedzeniem i za całą Azją. Za klimatem, jaki serwuje nam ta część świata. Za uśmiechniętymi ludźmi, za targami pełnymi owoców i warzyw. Za małymi lokalnymi knajpkami, w których można zjeść takie cuda, o jakich się nie śniło. 








Kiedy pierwszy raz polecieliśmy do Azji, myślałam, że umrę na samą myśl o tym, że będę musiała stołować się w tych małych, przyulicznych, brudnych restauracyjkach. Jak nic, będę tylko chorować, myślałam. I wiele razy na początku walczyłam ze sobą, by gdzieś coś zamówić.
Wszystko się zmieniło.
W tej chwili uważam, że nie ma lepszych miejsc do poznawania smaków, jak te właśnie maleńkie, często rodzinne knajpki. Takie miejsca, w których po środku knajpy bawi się dziecko właścicieli, serwują zazwyczaj najlepsze dania, a właściciele chętnie zamieniają dwa słowa.






Street food, to przygoda, której nie należy sobie odmawiać, ale dobrze jest też nie zastanawiać się nad pochodzeniem owych smakołyków... w takich przypadkach przysłowie "im mniej wiesz, tym spokojniej śpisz" to dokładnie to, co mam na myśli...





Targi, które w azjatyckim upale zazwyczaj śmierdzą niemiłosiernie, a pomiędzy żywymi kurami, leżą ryby, a zaraz obok nich świeże owoce, warzywa i świeże kluski... Tam trzeba zajrzeć, kupić świeżą pitaję, w drugą garść złapać kokos i gasić nim swoje pragnienie.
Takich miejsc nie ma w Europie, bo u nas musi być ładnie, czysto i 'sanepidowo'. Zdrowiej wtedy, pewnie tak, ale jakże przewidywalnie ;)





Kuchnia azjatycka jest wyjątkowa i zwyczaje kulinarne tam są niezwykle ciekawe, wszystko smakuje, wszystko jest przyjemne, wszystko gra.

Jeśli tylko będziecie mieli ku temu okazję - wyłączcie na chwilę myślenie i korzystajcie!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...