Strony

27 czerwca 2017

Ja w Niemczech, czyli słodko - gorzki związek.

Kolejny projekt Klubu Polki jest nawiązaniem do poprzedniego projektu (klik).
Wtedy, na wiosnę, wspominaliśmy nasze pierwsze dni w nowym kraju, a tym razem dumamy nad tym, "jak zmieniło się nasze postrzeganie kraju emigracji".


Nie chcę tutaj pisać o stereotypach. Chcę podzielić się z Wami moim bardzo osobistym postrzeganiem tego kraju i jego mieszkańców. Dyskutując nad tym projektem, zdałam sobie sprawę, że właściwie Niemiec nie znam. Mieszkamy sobie w sielskim rejonie na południu kraju, który zdecydowanie różni się od wielkich niemieckich miast i centralnej części państwa.
Ja mam z Niemcami taki słodko - gorzki układ. Bo niby jest fajnie i miło, i pięknie, i wygodnie, i czysto, i przyjemnie, ale tak nie do końca...
Muszę jednak przyznać, że samo postrzeganie kraju i okolicy, nie różni się bardzo od tego, co odczuwałam zaraz po powrocie z Chin. Nadal bawi mnie otaczająca nas natura, nadal uwielbiam długie spacery po okolicy, po lesie. Nadal uśmiecham się na widok naszych czworonożnych sąsiadów i uwielbiam oglądać ptaszki, które zaglądają do naszego ogródka. Wieczorami relaksuję się w ogrodzie, patrząc na las, a po zachodzie słońca podziwiając rozgwieżdżone niebo. A świeże owoce i warzywa od rolnika? Mleko DOSŁOWNIE prosto od krowy? Świeże jajka po sąsiedzku? To dopiero są rarytasy! Nie, że z supermarketu, wszystko świeżutkie - z regionu. Cudo! Tak bardzo nam tego wszystkiego brakowało w Chinach, że nawet teraz, po 3 latach, nie możemy się tym nasycić.





W ogóle uważam, że w Niemczech jest fantastyczny balans między pracą a czasem wolnym. Ludzie mają okazję do spacerów, do spędzania czasu z rodziną. Uwielbiam, że wszystkie sklepy są w niedzielę zamknięte. To zmusza ludzi do szukania innych aktywności. Podoba mi się to, że Niemcy spędzają czas na świeżym powietrzu - jeżdżą nad wodę, jeżdżą na rowerach, chodzą do restauracji, grillują. Znajdziemy tu też całą masę szlaków turystycznych. Wystarczy tylko mieć ochotę na wyjście z domu.



Ale, wiecie co, tu jest tak nudo...


Tutaj się nic nie dzieje.
No bo ileż można chodzić po knajpkach i jeść szwabskie jedzenie? Spaetzle, schnitzel albo maultaschen, ach nie zapominając o sałatce kartoflanej? (i nie wspominając już nic o życiu biednych wegetarian...)* Po knajpkach, w których trzeba być cicho, bo wszyscy łącznie z dziećmi są cicho? Bo nie wypada być głośniej i się dobrze bawić... Bo ileż można chodzić po barach, które w piątek zamykają o 1 w nocy, a już od 22 powinieneś w okolicy zachowywać się, jak makiem zasiał, żeby nikogo nie obudzić?  Trochę luzu by temu krajowi na pewno nie zaszkodziło...
Ale wiecie co, zresztą to i tak nie jest ważne, bo tutaj o znajomości bardzo trudno, nie wspominam nawet już o PRZYJAŹNIACH. Więc i tak nie bardzo jest z kim na to piwo wyjść... Kiedy byliśmy w Chinach, mieliśmy znajomych i przyjaciół bez liku. Myślałam, czemu w Niemczech miałoby być inaczej? Przecież jesteśmy otwarci na ludzi, ani się nie obejrzymy, jak będzie nas otaczać grupka przyjaciół. Ze szkoły, z pracy, z okolicy. Jak bardzo się myliłam! Niemcy są owszem niezwykle mili, Niemcy są niezwykle pomocni. Niemcy zatrudnili mnie do pracy z bardzo, ale to bardzo łamanym niemieckim. I pracuję w szkole, z dziećmi! Bez problemu, że właściwie uczę się niemieckiego razem z moimi pierwszoklasistami. Od Niemca nigdy nie usłyszysz niczego złego. Oni się też zawsze uśmiechają. Jednak mają pewną granicę w kontaktach międzyludzkich, której nie potrafią przekroczyć. Mają wewnętrzną barierę pod tytułem: nieotwierajmy się na ludzi. Uważam, że są chłodni i nie potrafią zawierać przyjaźni. A zaproszenie do domu?! Rany! W bardzo, ale to bardzo sporadycznych przypadkach. Ja nie mówię znów, że nie mamy tutaj znajomych, ale to są właśnie - znajomi, a przyjaciółmi tutaj mogę nazwać parę osób, którzy Niemcami nie są.


Tak więc pozostaje kontakt internetowy, z ludźmi, których wcześniej spotkaliśmy na naszej drodze... Ale zaraz... Internet w Niemczech, toż to dopiero jest katastrofa... Myślałam - wreszcie z Chin wrócę, do cywilizacji, do szalonej prędkości internetu. I co? Wolny, jak w Chinach, tyle że bez blokady - to w domu. A internet mobilny? Zapomnij... W Polsce to jest raj, wszystko śmiga z prędkością światła, a tutaj, no cóż...

Miałam okres, że bardzo, ale to bardzo chciałam stąd wyjechać. Tak, jak bardzo wcześniej chciałam tu wrócić... Ale jest lepiej, choć nadal uważam, że to nie jest mój docelowy kraj, bo jednak jakiś fun w życiu musi być, a tutaj tylko...

"Fun facts about Germany - no fun in Germany, go back to work."


* nie chcąc być okrutna, nie będę nic pisać o najbardziej typowym niemieckim jedzeniu - kebapie i pizzy

6 komentarzy:

  1. O, to zupełnie na odwrót, niż u mnie! W Niemczech miałam kupę znajomych, właściwie codzień gdzieś z kimś po pracy coś się robiło... a tu w Wietnamie - tak jak Ty masz w Niemczech! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niemożliwe :) a gdzie mieszkałaś w Niemczech?

      Usuń
  2. Bywają dość zdyscyplinowani w kontaktach międzyludzkich ale to tylko na początku - muszą poznać i częściowo z pewnością zaufaç by móc pokazać Ci odrobinę swojego świata. Nie jest z nimi jednak tak źle, choć faktycznie z polskiej kultury się wywodząc różnica wydaje się być kolosalna ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo długo to wszystko trwa tutaj u nas na południu ;)

      Usuń
  3. Hmm..z wieloma rzeczami się zgadzam, ale co do internetu, to sie zupełnie mylisz! Tutaj Internet mobilny jest tak smiesznie tani i wszędzie dostepny, że aż normalnie strach, poniewaz zamienia ludzi w KOMÓRKOWYCH ZOMBIE. Także Wlan jest wszedzie za darmo: w autobusie, pociagu, poczekalni u dentysty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeju, to naprawdę nie tutaj na południu, u nas tego nie zaznasz...

      Usuń

jeśli podróżujesz razem ze mną, będzie mi bardzo miło, kiedy zostawisz po sobie ślad :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...